Jesteś tutaj: StartKursyŚwiadectwapo kursie Nowe Życie

      "Wiara się rodzi ze słuchania i czytania"    

Uczestniczyłeś w jakimś kursie organizowanym przez naszą SNE? Pan Bóg Cię dotknął? Uzdrowił?
Przemienił Twoje serce? Nie bój się o tym mówić! Zaświadcz! Daj innym poznać, że Bóg jest żywy i obecny
… że działa cuda… tu i teraz!
Napisz na adres:
 

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

... jeśli się zgodzisz, zamieścimy to na naszej stronie.

Niech inni wiedzą, że Jezus żyje i działa także dziś!

 


 

       Świadectwa - kurs Nowe Życie w październiku 2016r     

 

Doświadczyłem Boga namacalnie, bezpośrednio, pozytywnie. Połączenie treści z obrazem, z pokazem, z ruchem jest nieprawdopodobnym doświadczeniem. Co innego, gdy się wie o wielu rzeczach. Tu się o tym mówi, widzi, dotyka, doświadcza. Począwszy od miłości Bożej, poprzez modlitwy, Msze św. uświadomienie grzechu, świadomość i odnowienie prawd wiary, wyznanie, wzywanie Ducha Świętego, wskazanie drogi poprzez działalność Kościoła i wspólnot. Kurs rewelacyjny – poruszył mnie do głębi.

***

Doświadczenie Boga dostałem w sposób duchowy poprzez namacalne świadectwo uczestników oraz prowadzących kurs ewangelizacyjny. Otworzyło mi to wiarę w siebie i innych poprzez obcowanie z Bogiem oraz w pokazie, jak wiara może wpłynąć na mnie i każdego człowieka.

Bartek

***

Poznałem ludzi, którzy doświadczyli Boga tak jak ja niedługo doświadczę. Mam na myśli osoby ze Wspólnoty. Pogłębiłem swoja wiarę i wiedzę o Chrystusie. Wierzę, że w moim przypadku jest to dłuższy proces, który trwa od dwóch lat. Dzięki temu, że zostałem tu przyprowadzony przez Boga wierzę, że dam radę złemu, który stale pojawia się na mojej drodze.

Kasia

***

Boga doświadczyłam poprzez radość, taniec, śpiew, poprzez umocnienia w wierze, że jestem jego córką umiłowaną, że kocha mnie bezwarunkowo. To, że oddał życie za mnie już wieki temu, a Jego miłość do mnie jest trwała i niezmienna. Bóg mi uświadomił, że jest w moim życiu cały czas, tylko nie dostrzegałam tego (klapki na oczach). Bóg dał mi Nowe Życie. Zaczęłam patrzeć sercem - oczami duszy.

Sławomira

***

To, że znalazłem się na tym kursie było dla mnie już potwierdzeniem, że Jezus mnie dotknął. Jeszcze rok temu nigdy bym nie przypuszczał, że będę uczestnikiem tego kursu. Zaskoczenie - w każdym momencie prowadzący mnie zaskakiwali. A może to był Bóg? Prosiłem Boga o odwagę i wiarę, że otrzymałem je od Boga. W momentach uwielbienia całe ciało zaczęło drżeć – wtedy wiedziałem, ze Duch Święty ogarnia mnie swoją mocą.

Łukasz

***

W czasie kursu czułem obecność Boga nieustannie. Każde świadectwo, które usłyszałem o tym świadczyło. Ciekawe sposoby przekazywania prawdy o tym, że Bóg jest obecny w każdym z nas, we wspólnocie, słowie i oczywiście w Eucharystii.

***

Odkryłam i umiałam nazwać różne moje złe nawyki, grzechy i dowiedziałam się, że Bóg nie patrzy na moje grzechy, nie liczy ich, że kocha mnie zupełnie bezinteresownie, mimo moich wad, słabości, upadków. Bóg wciąż jest przy mnie, kocha i czeka. Wciąż czeka na moje powroty. Poprzez różne słowa, czy to na katechezach czy w dynamikach dał mi poznać i odczuć, że jestem kochaną córeczką dla Niego. Niesamowite jest to, że Jezus wziął moje grzechy i umarł za nie, że poprzez Słowo Boże zostawia wskazówki, jak jeszcze bardziej zbliżać się do Niego, trwać przy Nim i wracać do Niego. Jezus będzie porządkował moje życie, zawsze będzie czekała na moje zaproszenie. Duch Święty będzie mnie umacniał. Chwała Panu.

Ania

***

Poruszenie serca podczas uwielbienia i wspólnej modlitwy, Eucharystia. Świadectwa, które dały wiele do myślenia na temat wiary i Boga w naszym życiu.

***

Doświadczyłam Boga w czasie tego kursu przez głoszenie słowa Bożego przez animatorów ze szkoły Nowej Ewangelizacji, ubogaconego przez specjalnie dobrane rekwizyty. Piękne modlitwy, natchnione śpiewy i przeżywanie Eucharystii pozwoliło mi otrzymać światło Ducha Świętego i miłość Jezusa Chrystusa. Przez modlitwę wstawienników mogłam przystąpić do Sakramentu Pokuty i Pojednania z Bogiem. Gdy nastąpiło moje pojednanie z Bogiem stałam się silniejsza i mogłam otrzymać miłość Jezusa w Komunii świętej.

Justyna

***

Boga doświadczyłam poprzez radość i umocnienie w wierze.

Ania

***

Boga doświadczyłam poprzez wewnętrzny spokój, którego od długiego czasu mi brakowało i o który prosiłam przed przybyciem na ten kurs.

***

Uznałem Chrystusa swoim Panem i postawiłem go na pierwszym miejscu w moim życiu, dokonałem spowiedzi z całego życia. Prawdopodobnie doznałem uzdrowienia lewego kolana. Jeszcze przed kursem, przez kilka miesięcy odczuwałem silny ból i nie byłem w stanie tak długo siedzieć w jednej pozycji, a później poruszać się nie utykając i nie czując bólu. Na kursie, już w sobotę rano odczułem, ze mam nowe kolano. Eksploatowałem je intensywnie długo klęcząc, aby upewnić się, że to nie jest chwilowa poprawa, mogę wstać z kolan nie podpierając się i klęczeć bardzo długo nawet na twardej powierzchni. Piotr.

***

Bóg mnie naprawdę kocha. Nie rozumiem go niekiedy – ale wiem, że mnie kocha. Miałem widzenie w kościele, że rzuciłem się w Jego stronę, a On mnie złapał i przytulił moją głowę i trzymał i trzymał. PIĘKNE.

***

Dzięki poczuciu wspólnoty z ludźmi choć nieznanymi, to tak bliskimi i zebranymi tu w tym samym celu – dla odnalezienia nowej drogi prawdy i życia. Doświadczenie wspólnego śpiewu też przybliżyło mnie do Boga – radość, której tak często brakuje w naszym życiu. Przez ten czas tylko dla mnie i Boga – bez tych wszystkich obciążeń i problemów, które nas przygniatają, wypalają i niszczą. Podczas modlitwy do Ducha Świętego – ciepło, spokój, wiara w to, że zyskuję i tą nadzieję mogę dalej przekazać moim bliskim.

***

Szukałam od pewnego czasu sposobności, aby lepiej poznać Boga. Wiedziałam, że jest, ale nie wiedziałam, że tak blisko. Cztery lata temu w mojej rodzinie wystąpiła choroba – choroba mojego dziecka. Szok, niedowierzanie, ze przytrafiło się to właśnie nam. Przecież codziennie w modlitwach prosiłam Boga o zdrowie, szczęście, a tu takie nieszczęście. Tylko dzięki Bogu nie utraciłam wiary i nadziei. Szukałam pomocy u Boga, Matki Bożej i chyba wszystkich znanych mi świętych. Mój syn po wielu miesiącach ciężkiej choroby WYZDROWIAŁ. Już półtora roku jest zdrowy. Wiem, ze to dzięki Bogu mam moje dziecko. Bardzo chciałam podziękować Mu za ten wielki dar. Nie wiedziałam jak mogę to zrobić i zaczęłam poszukiwać i tak powoli zaczęłam na swojej drodze spotykać ludzi, dzięki którym moje serce coraz bardziej otwierało się i pragnęło coraz więcej. Potem Były Wieczory Chwały (od których się uzależniłam), a teraz Kurs Nowe Życie i właśnie dzięki niemu zaczęłam widzieć sens bólu.

Aniela

***

Wiem, że mam problem z otworzeniem się, a mimo to nastąpiły „poruszenia serca”, które odczułam przede wszystkim widząc swoje serce pełne śmieci, gdzie panuje chaos i bałagan. Podczas uwielbienia – ciarki, cały czas dreszcze, łzy. Zrozumiałam, że nie wystarczy już niedzielna Eucharystia. Aby pogłębić wiarę i relacje z Bogiem, należy zrobić coś wiece i więcej. Bóg jest. Delikatnie dotknął mnie. Czekam na więcej.

***

Doświadczyłam, że Boga trzeba stawiać zawsze na pierwszym miejscu. Być bardziej tolerancyjnym dla drugiego człowiek. Być dobrym dla drugiego człowieka, widzieć go oczami Boga. Chcę po tym kursie zmienić swój stosunek do ludzi i Boga. Muszę być lepsza dla swojej rodziny. Stawiałam bardziej siebie na pierwszym miejscu.

 

       Świadectwa - kurs Nowe Życie w maju 2016r w Suwałkach     

W czasie tego kursu odnowiłam swoją relację z Bogiem. Można powiedzieć, że ją odkurzyłam. (…) Odzyskałam godność dziecka Bożego. Poczułam się kochana, potrzebna, wybrana, wartościowa, piękna. Czuję, że chcę żyć według Jego planu, chcę walczyć o siebie. Czuję się silniejsza. Wiem, że szatan będzie próbował zniszczyć pokój serca, że problemy nie rozwiążą się z dnia na dzień, nie przestanę być krzywdzona, ale wiem także, że jeśli będę trzymała się dłoni mojego Tatusia to wszystko będzie najpiękniej, według Jego planu. Jezus jest najpotężniejszym Królem i Zbawicielem. Chciałabym, żeby jak najwięcej osób poznało wielką miłość Jezusa. Polecam ten kurs wszystkim, niezależnie od tego kim jesteś, gdzie się znajdujesz, w jakiej sytuacji jesteś. Jezus i Duch Święty dotrą do każdego na właściwy dla niego sposób.

Karolina

***

W czasie tego kursu doświadczyłam Pana Boga bardzo dogłębnie. Był i będzie to czas niezapomniany. Zrozumiałam, że lepszej drogi niż z Bogiem nie będzie. Kurs pozwolił mi spojrzeć na moje życie zupełnie inaczej niż o tym myślałam. Pozwolił odmienić mi moje życie o 180 stopni. Teraz wiem, że tylko Bóg może działać cuda i tylko dzięki Niemu moje życie może być lepsze, bo tylko z Nim będę szczęśliwa. Kurs pozwolił mi zrozumieć, że to Bóg i tylko Pan może być królem mojego życia. Podczas tego kursu otworzyłam swoje serce na Pana Boga tak, że zamieszkał w moim sercu. Zrozumiałam, że to On zna mnie najlepiej i będzie wiedział co jest dla mnie najlepsze!

Zuzia

***

Boga doświadczyłam poprzez głoszących, to oni pokazali mi jak znów być dzieckiem Boga. Dzięki ich słowom wiedziałam, że konkretne kieruje do mnie Bóg. (…) Uświadomiło mi to jak dla Pana Boga jestem ważna i piękna w Jego oczach.

Aleksandra

***

Bóg zakończył przez ten kurs okres emocjonalnej suszy w moim życiu, który trwał już od dłuższego czasu. Doświadczyłem daru radości, co bardzo mile mnie zaskoczyło.

***

Doświadczyłam Boga poprzez ogromną radość. Nareszcie odzyskałam pokój serca, którego tak długo szukałam i który zgubił mi się gdzieś między szkołą a znajomymi. Nareszcie czuję, że żyję, a nie, że tylko istnieję. Bóg wyrwał moje stare serce i oddał mi je czyste i przede wszystkim z Nim samym w środku. Doświadczyłam Go również w ludziach tutaj spotkanych, w uczestnikach, jak i organizatorach. Życzliwość oraz miłość, jaką mi tu okazano, nie może pochodzić od nikogo innego jak od samego Boga. Dziękuję Bogu, że mimo przeciwności, które pojawiły się po drodze na sam kurs, to jednak mnie przyprowadził. To była bardzo dobra decyzja.

***

Na tym kursie bardzo dotarło do mnie, że muszę wiele zmienić w swoim życiu, aby osiągnąć szczęście i pokój w sercu, których ostatnio bardzo mi brakuje. Pan Bóg przychodził do mnie w kilku osobach, które wiedziały jak mnie wesprzeć i pomóc mi. Szczególnej obecności Boga doświadczyłam podczas modlitwy wstawienniczej: moje serce wypełniło się nadzieją, a łzy napłynęły mi do oczu, co było dla mnie oczyszczeniem.

***

Nawiązałem z Bogiem kontakt. (…) Moje serce umocniło się w prawdzie o naszej wierze. Poczułem nowe drogi, którymi mogę podążać. Otrzymałem nowe, lepsze życie, by wychwalać miłość Pana Jezusa. Na tym kursie porzuciłem lęk oraz uczucie ciągłego pędu, który mnie uwłaczał od dłuższego czasu.

***

Doświadczyłam Boga w sobie i drugiej osobie, poprzez napełnienie Duchem Świętym.

***

Idąc tutaj miałam ochotę zawrócić, ponieważ wiedziałam, że spotkam się z Panem twarzą w twarz. Ale jestem! Właśnie tutaj stanęłam naprzeciwko Niego, bez nikogo, nikt pomiędzy, tylko ja i On. Bóg przyszedł do mnie od pierwszej niespodzianki, czyli jak zobaczyłam, kto jest Jego najukochańszym dzieckiem... i to jestem ja! Ale doświadczenie tej miłości to nie wszystko. (…) Czułam, że w końcu jestem czysta, że Bóg zabrał moje słabości, że zaczynam od nowa. Mało tego, wszystko zaczęło nabierać sensu, skąd są te lęki i dlaczego i nagle „bang” tego nie ma. Najlepszym doświadczeniem jest to, że za każdym razem, prezentem, modlitwą, Eucharystią brakowało mi Boga, normalnie jakbym była taka głodna tej dobroci, darów, miłości.

Najważniejsze było to, że zrozumiałam, że to Bóg kocha mnie najbardziej i za darmo!

***

Po kursie mam pokój w sercu. Łatwiej teraz jest mi zrozumieć parę rzeczy.

***

Moje doświadczenie Boga dotyczyło szczególnie obecności innych osób, poczułam się zaproszona przez Niego do modlitwy za tych, których On mi dał na ten czas, za wszystkich braci i siostry. Bożej obecności doświadczałam w każdym momencie, we wspólnej modlitwie, przy wspólnym stole, we wspólnocie eucharystycznej, w ogromnej miłości ekipy prowadzącej, w zaangażowaniu i trosce sióstr posługujących w kuchni przy przygotowywaniu posiłków. Bóg dał mi doświadczyć swojej miłości w szczególnym wymiarze, o co mocno Go prosiłam, by dał mi swoją miłość – czułą i gorącą jednocześnie, bym poczuła się kochana przez Niego tak, jak kobieta kochana przez mężczyznę. Dał mi również doświadczyć radości płynącej z wiary i z dzielenia się wiarą i miłością we wspólnocie serc bijących w jednym rytmie.

Lidka

***

Pan Bóg dał mi odczuć swoją obecność podczas tego kursu, jak? Przez młodzież. Ja jako osoba jedna z niewielu, starsza o wiele od pozostałych, zostałam obdarowana tym młodzieńczym powiewem Ducha Świętego.

Kasia

***

Boga podczas kursu doświadczyłem na każdym kroku. W innym człowieku, w tematach, a zwłaszcza w dynamikach. Na Mszy Świętej oraz w Słowie Bożym również był obecny Bóg. Duch Święty obecny podczas kursu powodował, że czułem Boga blisko siebie.

***

 

 

 

 

       Świadectwa - kurs Nowe Życie w marcu 2015r      

 

Kurs był dla mnie wyjątkowym czasem. Od kilku miesięcy mam trudności polegające na tym, że czuję się, jakbym była za szybą. Z jednej strony czuję obecność Boga, z drugiej strony - nie. Mój stan mogłabym określić jako „nie wiem”. Jednocześnie czuję, że w tym wszystkim Bóg mnie prowadzi. Po prostu to wiem i na tym kursie poprzez swoje Słowo jeszcze raz mi to uświadomił. Bardzo zbudowałam tu swoją relację z Bogiem Ojcem i zrozumiałam, że jestem Jego córką i dziedziczką, oraz że On nigdy mnie nie zostawi i jest za mnie odpowiedzialny, bo oddałam Mu swoje życie. Wcześniej modliłam się do Niego, ale był On dla mnie kimś raczej odległym. Tu doświadczyłam Jego obecności i miłości. Mam teraz zupełnie inne spojrzenie na swoją grzeszność i na sprawę zbawienia - zaczynam rozumieć co to znaczy, że otrzymałam je za darmo. Tutaj bardzo umocniła się moja wiara, nabrałam świeżego spojrzenia na wszystko. Bóg bardzo konkretnie mnie prowadził. Podczas modlitwy w sobotę i niedzielę czułam jego obecność i że umacnia mnie, bym szła i głosiła Jego Słowo dalej, dał mi dużo odwagi.

Wierzę, że teraz zaczynam Nowe Życie, że On pragnie mnie odnowić, ma dla mnie wspaniały plan. Ten kurs był czasem, który na pewno zaowocuje, wiem to już teraz. Mam zupełnie nowe spojrzenie na Niego i na wiele rzeczy. Cieszę się, że mogłam tu przybyć i doświadczyć tego wszystkiego. Chwała Panu.

Ola

*****

W trakcie kursu czułam na każdym kroku obecność Boga, działanie Ducha Świętego, który mnie uleczył z moich ran wewnętrznych oraz w dużym stopniu z mojej choroby. Duch Święty uśpił mnie, aby mnie zoperować i dał mi Nowe Życie, czuję to więcej, wiem, rozumiem. Wszystkich moich doświadczeń, obecności Boga nie umiem opisać, brakuje mi słów, które by to odzwierciedliły, to co przeżyłam. Tak piękne rekolekcje - nigdy wcześniej w moim życiu nie przeżyłam takich doświadczeń i spotkania z Bogiem. Rekolekcje są bardzo dobrze przygotowane. Dobrze, że jesteście.

Dzięki tym dwum dniom ponownie mogłem doświadczyć tej wielkiej mocy, miłości i radości jaką darzy nas Jezus. Dostałem nowe życie prosto z rąk Boga. Upewniłem się, że On mnie kocha bez względu na to co zrobiłem i kim jestem. On jest moim Tatą, który mnie darzy miłością, stoi zawsze w mojej obronie. On pomaga mi w ciężkich chwilach, upadkach, zranieniach. On leczy moje rany. Od teraz wiem, że Jego słowa są wypełnione łaską, dzięki której każdy może dostąpić zbawienia.

Bóg jest WIELKI. Chwała Panu.

Filip

*****

Kurs był dla mnie nowym rozdziałem w moim życiu.Spokój wewnętrzny jaki osiągnęłam,daje mi drogowskaz na dalsze życie. Radość i łzy na przemian płynące z moich oczu to efekt doświadczeń.Pozatym to co się czuje i doświadcza na tym kursie jest naprawdę trochę trudne do opisania.Myślę, że jak emocje opadną, wtedy naprawdę będę wiedziała jakie zmiany i doświadczenia wyniknęły z mojego uczestnictwa w tym kursie.

Jadwiga

*****

Bóg dał mi nadzieję,spokój, pokrzepienie. Przypomniał, że jest Dobry.Troszczy się o mnie.Szatan przegrał pod krzyżem.Jestem dzieckiem Boga,jego dzieckiem. Ogromne ciepło podczas modlitwy wstawienniczej do Ducha Świętego :)

Przyszłam na kurs „Nowe Życie” nastawiona sceptycznie,wyszłam bardzo zadowolona,to co odczułam bardzo mocno i miałam bardzo rozkołatane nerwy.Spłynął na mnie wielki spokój, poczułam wielką radość w sercu i spokój, tak wielki,że chciałam, aby ten stan trwał wiecznie.

Boga doświadczyłem na swój własny sposób. Doświadczyłem Boga Duchem i ciałem przeżywając kolejne dynamiki i nauczania na swoim własnym poziomie duchowym.

W oparciu o Wasze przekazy jestem pewien że moja Droga w zbawieniu, wiedzy i doświadczeniu o wierze jest poszerzona.I za to Wam Dziękuję.

Oddałam swoje życie Panu, zawierzyłem, zaufałem. Bóg przemawiał do mnie poprzez ludzi, poprzez ich obecność, poprzez Słowo, dynamikę. Czuję, że Bóg jest ze mną. Zabrał mój smutek. Chwała Panu.  

Agnieszka

*****

W czasie tego kursu doświadczyłem że Bóg jest Miłością.

Jeżeli otworzymy swoje serce na Niego to napełni nas pokojem,radością i miłością.Tylko Jezus potrafi to zrobić.

Raczej subtelnie, może miałem zbyt wielkie oczekiwania, ale nie był to czas stracony. Cieszę się, że tu byłem. Liczę że owoce kursu wkrótce się pojawią.

Piotr

*****

Otrzymałem łaskę wewnętrznego spokoju oraz ogromny ładunek radości.

Ryszard

*****

Zaczęłam bardziej zbliżać się do Boga, z miłosierdziem patrzeć na błędy przyjaciół, wrogów, nie skupiam się już tylko na sobie. Dostrzegłam, jakie mam zalety i jak one wpływają na innych. Wymieniłam opinie ze współuczestnikami. Przy spowiedzi dostałam wskazówkę, która jeszcze bardziej zbliżyła mnie do Boga i pozwoliła inaczej spojrzeć na śmierć bliskiej osoby.

Poznałam ludzi podobnych do siebie i przestałam czuć się osamotniona w tym wszystkim.

Kurs jest dla mnie wyjątkowym przeżyciem,doświadczyłam tutaj takich przeżyć jakich wcześniej w swoim życiu nie doznałam.Bardzo przeżywałam i wzruszyłam się, kiedy słuchałam świadectw. Ogromnie się wzruszyłam podczas modlitwy o zesłanie Ducha Świętego, w pewnym momencie poczułam ogromne ciepło w środku,które tak bardzo mocno mnie rozpaliło-coś bardzo wyjątkowego, wtedy poczułam jak bardzo Bóg jest blisko mnie i jak bardzo mnie Kocha.

Tego dnia od samego rana czułam niechęć do sakramentu spowiedzi, na pewno to mnie skłoniło, aby właśnie na przekór temu, iść do Kościoła na mszę i się wyspowiadać. Tam też udzielono   mi rozgrzeszenia. Kapłan na sam koniec -na odchodne powiedział : RADUJ SIĘ,BÓG CIĘ KOCHA”

i tak się zaczął pierwszy dzień kursu „NOWE ŻYCIE” - dotrwałam. Najbardziej przeżyłam wylanie Ducha Świętego. Miałam wielkie pragnienie stanięcia pod krzyżem Pana Jezusa. Osoby, które się za mnie modliły, pomogły mi usłyszeć Boga i poczuć Jego obecność w moim życiu.

Była radość i łzy.

W pewnym momencie poczułam lekkie mrowienie w okolicach klatki piersiowej i ogromne ciepło, coraz większe i większe i coraz więcej łez. To był wielki Boży Plan dla mnie, moje Nowe Życie, które zaczynam - już nie ja sama - życie z Jezusem Chrystusem - Jemu będę cały czas oddawać wszystko-CHWAŁA PANU.

Danuta

*****

(…) modliłem się o to, żebym wiedział, o co się modlić.Podczas gdy podszedłem do modlących, nie potrafiłem określić swoich pragnień.Na szczęście, gdy o tym powiedziałem, jedna z modlących przedstawiła mi moje problemy (blokady), jakie były ukryte na dnie serca.Potem podczas wylania Ducha Świętego, gdy poprosiłem o modlitwę doznałem charyzmatu oczyszczenia,poczułem jak Bóg mnie wypełnia i chce mnie uleczyć. Dziękuję to mi zwróciło nadzieję, którą już zaczynałem tracić i pozwoliło mi otrzymać pokój serca,którego nie doświadczyłem od bardzo dawna.Po sobotnim kursie czułem się jak gdybym przeżywał jeszcze raz pierwszą miłość. Zrozumiałem że Pan Bóg zawsze przy mnie był i tylko czekał.

D.W.

*****

W czasie modlitwy wstawienniczej dostałam ważne słowo umocnienia, aby wielbić Pana i dziękować za wszystko.Przeżywam trudny czas w życiu rodzinnym.Pan Bóg dał mi wcześniej obietnicę, że w konsekwencji wszystko będzie dobrze.Był we mnie rodzaj lęku, a dzięki tej modlitwie ustąpił, a pojawiła się radość i spokój. Pan Bóg pozwolił mi też doświadczyć, jak ważna jest wspólnota i jak wiele wsparcia i sił można od niej dostać.

Agnieszka

*****

Doświadczyłam wiele ciepła i życzliwości od osób posługujących. W osobie też Księdza, Jego opieki duchowej i w jego radości, gdy uwielbiał Boga, całym sobą. Ja też na jego wzór uwielbiałam i wyciągałam ręce do Jezusa. Właściwie wszystko było poruszającej treści, i śpiew bardzo poruszający. Ukłon oddany Słowu Bożemu. Na modlitwie wstawienniczej o wylanie, Chrzest w Duchu Świętym. Doświadczyłam realnego spotkania z Bogiem w Spoczynku w Duchu Świętym.

A później w modlitwie charyzmatycznej otrzymałam cudowne poruszenie w sercu i Słowo Boże które wypowiedziałam. Dziękuję Wam całej ekipie, za cały kurs.

Ewa

*****

Gdy Pan Bóg ujawnił mi swój plan na moje życie, przestraszyłam się. Pomyślałam: to nie możliwe, żeby twoje ułożone życie, stabilne i spokojne życie mogło się tak zmienić. Ale później, pomału dotarło do mnie, że dla Pana Boga wszystko jest możliwe, że Jezus wie jak to zrobić (w przeciwieństwie do mnie).

Pomału zaczęłam odczuwać pokój, miłość i ogromną radość. Doświadczyłam obecności i miłości Pana Jezusa.

Teraz wiem, że Jego Plan na moje życie jest wspaniały.

Danuta

*****

W podobnym kursie a właściwie rekolekcjach nie tak dawno brałam udział. Z różnymi emocjami -nawet negatywnymi-je przechodziłam.Lecz ten właśnie kurs utwierdził mnie w 100%, a może i jeszcze więcej, że tak chcę żyć.Chcę żyć dla Jezusa, bo On jest jedynym celem i sensem mojego życia.Do tej pory, może inaczej, do niedawna moje życie było puste, czarno-białe.Czułam się bardzo nieszczęśliwa. Nic nie sprawiało mi radości,mimo że mam rodzinę, męża, dwoje dzieci, pracę, przyjaciół.Ale nie umiałam odczuwać w pełni szczęścia. Na chwilkę małą coś wprawiało mnie w dobry nastrój, po czym czułam przygnębienie, smutek, żal, złość, gniew.

Teraz, dzisiaj, z pełną świadomością mogę powiedzieć, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem -mimo różnych trudności życiowych. Jestem po uszy zakochana, zakochana w moim Panu, w Jezusie. Zabujałam się na maxa-a wy na tym kursie postawiliście kropkę nad „i”.

*****

Dla mnie kurs rzeczywiście okazał się dawać Nowe Życie. Doznałem darów Ducha Świętego (spoczynek w Duchu Świętym oraz dar śmiechu). Pan naprawdę objawia nam się przez ludzi. Jeden z uczestników zadał mi pytanie co mnie tu sprowadziło? Zacząłem się nad tym zastanawiać, co pozwoliło mi w sobotę już dojrzalej przeżywać wszystko. Drugim momentem było pytanie czy 2-3 lata temu pomyślałbyś że tutaj będziesz? Moja odpowiedź brzmiała że nie, bo 3 lata temu walczyłem o życie, to dosłownie od tamtego czasu Bóg mnie doprowadził do tego miejsca. Najpierw mnie uleczył, potem pokazał mi, że warto mu zaufać, że to właśnie on kieruje moim życiem, a potem mnie przyprowadził tutaj. Chcę go teraz chwalić, dzielić się Jego Dobrą Nowiną, chcę, aby był w moim życiu, w moim związku, w mojej rodzinie! CHWAŁA PANU!

Dawid

*****

O bardzo długiego czasu zmagałam się z pewną trudnością w moim życiu. Podczas sobotniej obecności na kursie, gdy słuchałam świadectw głoszących, którzy mówili o interwencji Pana Boga w ich życiu, wciąż zadawałam sobie pytanie „czemu nie chcesz odpowiedzieć na moją trudną sytuację„.

Starałam się sobie jednak nadal tłumaczyć, że widocznie Bóg ma taki plan wobec mnie. Podczas obecności w Kościele Bóg do mnie przemówił tak „po ludzku”, tak „ namacalnie”. Dał mi odpowiedź, na którą czekałam od prawie 2 lat. Czemu nie wcześniej? Może nie potrafiłam słuchać , a może sama chciałam dać sobie odpowiedź zamiast posłuchać Boga. Obecność na kursie na nowo otworzyła moje serce na działanie Jezusa.

*****

Bóg pokazał mi etapy życia jak w filmie. (…) Tak chciał Pan przypomnieć mi moje wnętrze w sobotę. Podczas wieczornej modlitwy wstawienniczej zostałem doświadczony od stóp w stronę tułowia i dostrzegłem promień jasny z krzyża. W niedzielę się to powtórzyło.

(…) Pan pokazał mi po raz kolejny, ile lęków i obaw jest we mnie. Dostrzegłem, iż mam swoich uzależniaczy. Mam mocniej zbliżyć się do Pisma. Głoszenie Iwony wzruszyło mnie i poleciały mi łzy.

Kajetan

 

 

       Świadectwa - kurs Nowe Życie w październiku 2014      

 

 Na ten kurs czekałam kilka miesięcy. Wcześniej trafiłam do wspólnoty. Moje życie było w rozsypce. Nic się nie układało, wszystko było źle. A na zewnątrz? Jak ludzie widzieli mnie i moją rodzinę? Wspaniała rodzina. Mąż, żona i trójka wspaniałych, zdrowych dzieci. Najstarsza córka na studiach, średnia obecnie w gimnazjum i najmłodszy syn w szkole podstawowej. Duży dom za miastem, pięknie dopracowany ogród, obok nasza firma w której zatrudnialiśmy kilku pracowników, niedzielna msza w pierwszej ławce, zaangażowanie polityczne i pomoc charytatywna szczególnie przez męża, wakacje za granicą, noclegi w dobrych hotelach, kilka nowych samochodów, pani do pomocy w domu, pełna lodówka... Cudowne życie ktoś powie! Takiej to dobrze! Wszystko ma i dlatego zaczęło się babie w głowie przewracać - słyszałam. Co było źle? Proste. Nie było po Bożemu. Zła chierarchia wartości. Pobraliśmy się bardzo młodo, nie mieliśmy nic. Zaraz przyszło na świat dziecko. Nie było nas stać na nic. Pieniądz stał się najważniejszy. Założyliśmy firmę. To firma była najważniejsza. Mąż spędzał w niej wiele godzin. Wyjaz gonił wyjazd. Potrzeba pieniędzy, potrzeba odbicia się od dna przysłaniała wszystko. Przeprowadziliśmy się 10 lat temu do wymarzonego nowowybudowanego przez nas domu. Od początku było coś tam nie tak. Nie byłam tam szczęśliwa. Zaczęły się wypadki dzieci w przedszkolu, w szkole, w domu. Średnio raz na kwartał pędziłam do szpitala. Złamania, stłuczenia, zwichnięcia, uszkodzenia kręgosłupa. Zdarzały się wypadki naszych gości, np. upadki ze schodów. Kilka lat temu pracując przy odśnieżaniu podjazdu uszkodziłam kręgosłup. Leżałam kilka miesięcy. Ból straszny przez który traciłam przytomność. Paraliżowało mi rękę, nie trzymałam moczu. Między mną a mężem zaczęło się układać gorzej niż zwykle. Usłyszałam, że dla niego to nawet lepiej, że nie chodzę. Zaczęłam się modlić więcej niż zwykle. Rozmawiać z Bogiem. Boże, ale o co chodzi? Przecież to Ty mnie stworzyłeś, to dzięki Tobie moje dzieci są na świecie. Po co zatem zsyłasz na moją rodzinę to wszystko?! Dlaczego? Weszłam z nim w relację. On był w moim życiu zawsze, ale wtedy drgnęło. Zaczął otwierać mi oczy i uszy. Przyszedł do mnie któregoś dnia kolega męża. Powiedział stanowczo, żebym w końcu otworzyła oczy, bo to co dzieje się dzieje, to nie jest normalne! Była modlitwa nade mną, nad dziećmi. Poszliśmy za moją namową na terapię małżeńską prowadzoną przy kościele Chrystusa Odkupiciela przy ul. Wyszyńskiego. Od tego czasu zaczęłam interesować się tym, co działo się w tym kościele. Mąż nalegał w czasie terapii, bym równocześnie podjęła leczenie psychiatryczne, bo według niego miałam schizę, uczuliłam się na jego sekretarkę i stąd nasze wszystkie problemy. Terapia nie powiodła się, ale kontakt z pariafią pozostał. We wrzesniu trafiłam do wspólnoty. Bóg kurs zaplanował w moje urodziny. Wiedziałam, czułam, że ten kurs był dla mnie. Nie miałam wątpliwości, że muszę na nim być. Dostałam dosłownie Nowe Życie. Na jednej z przerw usłyszałam od osoby będącej we wspólnocie "zobaczysz będzie się działo w Twoim życiu, tylko Mu pozwól". Oddanie Bogu swojej korony nie było dla mnie żadnym problemem. Chciałam, by to On zaczął mną kierować, by to On mnie prowadził. Omawialiśmy i opisywaliśmy obraz Rembrandta "Powrót syna marnotrawnego". Siedząc na kursie i przyglądając się temu obrazowi nie wiedziałam jeszcze, że ten syn to ja! Ach ten Bóg! Tylko On potrafi tak delikatnie przygotować! Trzy miesiące po kursie pojechałam jak syn marnotrawny do mojego taty. Poprosiłam, bym mogła wprowadzić się do niego z dziećmi. Był spokojny, miał żal tylko, że wcześniej nic nie powiedziałam o problemach. Zaczęłam nagrywać męża. Okazało się, że od kilkunastu lat żyje z naszą sekretarką. Rozbił jej rodzinę, wynajmował jej mieszkanie, pomagał jej dzieciom. Stać go było. Wszystko było ładnie zaplanowane, pani jest 14 lat starsza ode mnie i każda moja wcześniejsza uwaga na temat ich zażyłości była wyśmiewana. Układanka rozsypała się. Na kursie Nowe Życie, w czasie wylania Ducha Świętego usłyszałam, że Bóg rozwiązuje problemy w rodzinie. Nie mam nic, bo wszystko było na męża. Mam za to Nowe Życie. W prawdzie. Nie wiem jak będzie dalej i co Bóg zaplanował. Uczę się modlitwy w ciszy. Cudowne doświadczenie obecności Boga! Bóg zapłać za kurs, Bóg zapłać za wspólnotę. Chwała Panu!

EB

 

*****

Nowe Życie to coś znacznie więcej jak weekendowy kurs dla desperatów, to faktyczna przemiana życia o 180st. Czy jesteś na nią gotowy? Wiem jedno nic nie tracisz, a zyskujesz Nowe Życie. Jeżeli myślisz, że musisz zrobić coś ze swoim życiem - nie zwlekaj albo wręcz przeciwnie jeśli nie wierzysz w żadne słowo tutaj napisane to idź i się przekonaj. Obojętnie w jakiej sytuacji się znajdujesz zaryzykuj, a na pewno nie pożałujesz.

Jakby ktoś powiedział mi przed tym kursem, że Bóg mnie kocha, moje życie na pewno się od tego zmieni, to z pewnością popatrzyłabym na Niego jak na szaleńca, przytaknęła i szybko odeszła na bok. Zapisałam się na Nowe Życie w myśl zasady: zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomoże… bez większego entuzjazmu i przekonania o głębokiej przemianie. Bardziej wynikało to z ludzkiej bezsilności i poczucia, że coś muszę zrobić. Obojętnie co, ale coś muszę, żeby nie odbić się z hukiem od twardego muru, do którego dobrnęłam w życiu i który zacieśniał się do granic możliwości. Stwierdziłam, zapiszę się, zostawiając sobie furtkę, że w razie czego zawsze można po angielsku się wycofać.

Większość z nas podświadomie relacje w rodzinie przenosi na inne sfery życia - w moim wypadku było podobnie. Rodzina z pozoru idealna, w domu za zamkniętymi drzwiami wykańcza siebie nawzajem. Nienajlepsze relacje z ojcem przenosiły się na mój obraz Boga. Stawał się On jednocześnie niedostępny, surowy, który dobro uważał za oczywistość, a za zło karał, dodatkowo wypominając wszystko z przeszłości. Miłość przypominająca przytulanie z papierem ściernym, który przy każdej potrzebie bliskości ranił coraz bardziej otwierając stare rany. Niestety w głowie zakodował mi się taki obraz Boga. Chodziłam do spowiedzi, wyznawałam grzechy i otrzymywałam rozgrzeszenie, ale ja sama sobie ich nie potrafiłam wybaczyć. Każda spowiedź uskrzydlała, ale na krótko. Zaraz po czasie euforii i radości przychodziły lęki i myśli, że przecież „Bóg na pewno Ci tego nie zapomni, nie wybaczy, wypomni przy najbliższej okazji. Jak możesz się łudzić, że Ty taki grzesznik możesz uzyskać wybaczenie - to niemożliwe. Bóg jest Bogiem miłosiernym i kocha ludzi, tego z prawej strony tego z lewej strony, ale Ciebie… Ciebie na pewno nie. Jakby Bóg naprawdę Cię kochał, to byłabyś piękną dziewczyną, zdrową i szczęśliwą, a zobacz chodzisz do Kościoła co niedzielę czasem nawet w tygodniu, spowiadasz się regularnie i co? Cały czas masz w życiu pod górkę. A to problemy z pracą, a to ze zdrowiem i w końcu z pieniędzmi, których brak powoduje ciągłą frustrację. Jakby Bóg naprawdę Cię kochał Twoje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Od 12 lat mam chorobę kolan, nie mogę skakać, biegać, klękać, ostatnio dowiedziałam się że potrzebuję operacji, żeby móc dalej chodzić, bo w przeciwnym wypadku grozi mi proteza. Paradoksalnie jednak, mimo licznych badań wiadomo, że potrzeba zabiegu, ale nie wiadomo jakiego, bo nigdzie nie wychodzi przyczyna tak tragicznego stanu stawów kolanowych. Czy jakby Bóg faktycznie mnie kochał pozwoliłby mi męczyć się tyle czasu, a na koniec pozostawił w sytuacji bez wyjścia? Czy pozwoliłby mi na maskowanie problemów ciągłym uśmiechem na twarzy, wbijając do głowy przeświadczenie, że jak tylko pokażesz swoją słabość to już nie tylko Bóg, ale i każdy inny człowiek przestanie Cię akceptować. Musisz udawać szczęśliwą, mimo, że wykańcza Cię to od środka, bo może tak masz minimalną szanse na jakąś małą uwagę Bożą. Na miłość trzeba sobie zasłużyć nic nie ma w życiu za darmo”. To ciągłe przeświadczenie o surowości i niedostępności Boga oraz życiu z przypadku, to oczywiście skrzętnie zaplanowane działanie szatana, który zrobi wszystko, żeby tylko nie pozwolić Ci zbliżyć się do swojego Taty i wpaść w Jego serdeczne objęcia. Już pierwszy dzień kursu uświadomił mi jak bardzo Bóg mnie chce, tęskni za mną i ciągle cierpliwie czeka właśnie na Ciebie i na mnie! Coś drgnęło nie tylko w głowie, ale i w sercu. Powolutku i nieśmiałym krokiem moje życie zaczęło się zmieniać. Nie dajmy się jednak oszukać, każda próba zbliżenia do Boga to porażka szatana, który kurczowo nas trzyma. Bóg jednym skinieniem - natychmiast rozwiązuje wszystkie więzy i kajdany. Musisz tylko chcieć. Po pierwszym dniu kursu całą noc męczyłam się strasznie. Budziłam się co kilkanaście minut albo zlana potem albo z przerażającymi drgawkami. Dodatkowo nad ranem ogarnęłam mnie przerażająca niemoc i bezsilność z zawrotami głowy i nudnościami. Byłam tak „cennym” nabytkiem szatana, który przez lata pielęgnował w mojej głowie lęki i zakłamany obraz Boga, że nie mógł pozwolić sobie na utratę „takiej zdobyczy”. Jednak pamiętajmy Bóg działa cuda od ręki, a ja wiedziałam że to diabeł nie chce pozwolić na moje spotkanie z Tatą. Przełamałam się i w sobotę poszłam na drugi dzień kursu - dolegliwości zniknęły jak ręką odjął, a ja odmieniłam całkowicie moje życie.  Pierwszego dnia zyskałam Tatę, a drugiego dnia ten Tata całkowicie utwierdził mnie w przekonaniu, że to co było już minęło, stare rany się pozabliźniały, a ja dostaję nowe życie w 100%. Namacalnie poczułam cierpliwą i łaskawą miłość Boga, który nie cieszy się z niesprawiedliwości, nie unosi się gniewem i nie pamięta złego. Żaden człowiek nie może ofiarować nam tak pełnej, doskonałej miłości i całego siebie do wyłącznej dyspozycji. Nikt nie potrafi wlać w nasze serce takich pokładów pokoju i przeświadczenia o ogromnej i namacalnej miłość, którą po prostu czuć. Doświadczenie Ducha Świętego dopełniło mojej przemiany i posprzątało stare zakamarki serca nieużywane od lat. Po tym jak Jezus oczyścił moje serce z przeszłości, Duch Święty jak najlepszy dekorator wnętrz wpadł do pustych ścian mojego serca i utworzył tam najpiękniejsze królestwo. Co ważne nie wyrzucił nikogo z ważnych dla mnie ludzi ani żadnej z moich pasji. Bóg wkraczając w moje życie nie zabrał niczego co dobre, nie musisz się więc obawiać, że kosztem przemiany utracisz cząstkę siebie. Nic podobnego się nie stanie! Bóg po prostu ogarnie cały ten bałagan jak profesjonalna ekipa remontowa. Najpierw trochę nabrudzi i porozbija jak przy normalnym remoncie, ważne żeby się nie zniechęcić i nie zabrać kluczy w połowie, bo wtedy zostaniesz z życiem jeszcze bardziej zniszczonym jak przed przemianą, ale jak wytrwasz do końca to po wszystkim dostaniesz klucze do najlepszej willi na świecie i to całkowicie za darmo ze specjalnym imiennym zaproszeniem właśnie dla Ciebie. Bóg czeka na Ciebie i ogromnie tęskni, wypatrując Cię na każdym zaułku. Wystarczy tylko że przyjdziesz i powiesz „Cześć Tato” a On zrobi dla Ciebie wszystko, będzie walczył o Ciebie jak lew i nigdy nie pozwoli Cię skrzywdzić. Wleje niewyczerpalne pokłady radości w Twoje serca, a radość będzie promienieć wokół Ciebie.

„Duchu Święty cudownym wiatrem jesteś wkoło nas – nie odchodź”

Rozpisałam się trochę, ale mam nadzieję, że to co ja przeżyłam nakłoni kogoś do walki o swoje Nowe Życie. Na koniec pragnę jeszcze podziękować z całego serca wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie i prowadzenie kursu Nowe Życie wraz z  księdzem Karolem. Właśnie dzięki Wam 40 serc na nowo wróciło do życia. Jesteście absolutnie fantastyczni i każdego dnia dziękuję Bogu, że postawił Was na mojej drodze, bo gdyby nie Wy moje życie teraz nie wyglądało by tak pięknie. Bóg Wam zapłać za całe dobro i serce jakie włożyliście w ratowanie grupki desperatów. Wasza praca i wysiłek nie poszedł na marne, a ocalił kilkudziesięciu ludzi przez śmiercią za życia. To dzięki Wam szczery i niewymuszony uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Bóg działa cuda na każdym kroku wystarczy się tylko rozejrzeć.

Magdalena

 *****

Błądząc samemu ciężko było odnaleźć Boga, choć wydawało się, że kroczę właściwymi ścieżkami, jednak tak jak przy układaniu puzzli, czasami brakuje jednego elementu i nie wiesz co dalej... Kurs ten nie tylko ukazał mi właściwą ścieżkę, ale w rzeczywisty sposób doświadczyłam Boga żywego, który naprawdę kocha. I podczas modlitwy można usłyszeć głos Pana. Chwała Panu.

Anna

*****

Czułam pokój w sercu, akceptację i ogromną miłość, którą Bóg otulał mnie jak płaszczem. Jednak dominującym uczuciem był taki wewnętrzny spokój i radość z tego, że tu jestem, tak jakby Jezus mówił – „cieszę się, że jesteś”. Czułam niesamowitą energię, która nie pozwalała mi zasnąć po pierwszym dniu kursu, - mimo krótkiego snu – wstałam znów przepełniona tą siłą i gotowa na przyjęcie „jeszcze więcej”.

Ewa

*****

Przekonałam się, że Bóg nigdy nas nie zawodzi. Jeśli zaufamy Panu Jezusowi w 100 %.
On nas poprowadzi. Obawy zostały rozwiane. Teraz wiem, że wszystko Panie jest w Twoich rękach, że nie ma przypadków, że wiesz co zrobić, aby właściwie nas pokierować. Zrozumiałam również, że Pan Jezus chce, abym była narzędziem w Jego ręku. Chwała Ci Panie!

Iwona

 *****

Bardzo doświadczyłam MIŁOSCI BOGA. Zatroszczył się o mnie spełniając pragnienie mego serca. Najpierw zabrał mi zewnętrzne przeszkody a jednocześnie czekając na moją decyzję obdarował mnie prezentem w postaci kursu „Nowe życie”. Wlał w moje serce radość i pragnienie posługiwania charyzmatami, obdarowując mnie nimi jednocześnie.

Ewa

*****

Odkryłam Boga jako mojego Pana i Zbawcę. Przyszedł do mnie w czasie modlitwy do Ducha Świętego, w darze oczyszczającego płaczu. Miałam wiele zranień w życiu, które nie pozwalały mi na pełne otwarcie się na Niego. Każdego dnia mówił do mnie. Pierwszego dnia utwierdził mnie, że jestem Jego wspaniałym planem, że mnie chciał, że mnie KOCHA, że jestem jego księżniczką. Drugiego dnia mnie oczyścił wypalił co złe i wprowadził ogromną radość i pokój serca. Trzeciego dnia po prostu nie opuścił, nie zostawił. Mówił jestem i zawsze będę, KOCHAM CIĘ i nigdy Cię nie opuszczę!

Magdalena

*****

Bóg był bardzo blisko mnie, dotykał, leczył rany, troszczył się, wzmocnił mnie i sprawił, że Jezus zamieszkał w moim sercu – nie jestem sama. Jezus wrócił ponownie. „Drogi Jezu, pozostań w moim sercu już na zawsze, na wieczność”. Amen.

Marzena

*****

Przychodząc na kurs „Nowe życie” podchodziłem sceptycznie i nie spodziewałem się szału. Po pierwszym dniu wyszedłem z kursu jak struty. Nie zdawałem sobie sprawy z tego jak bardzo Jezus mnie kocha, a ja nie jestem godzien, by zasługiwać ma tyle miłości. Kolejny dzień pełen niespodzianek, ...i Duch Święty. Trudno jest pisać. Dziękuję.

Adam

*****

W czasie kursu kolejny raz poczułam wielką miłość Boga, już od samego początku. W sobotni wieczór Duch Święty wypełnił moje serce, duszę, ciało i poczułam ogromne ciepło i niesamowity spokój, radość, radość, radość!

Agata

*****

  • Radość, Radość, Radość itd.
  • Ciekawość co będzie następnego dnia,
  • Spokój wewnętrzny – odcięcie od świata zewnętrznego (i nie chcę do niego wracać),
  • Dobrze mi Tu !!!

Ania

*****

Moje doświadczenie Boga w czasie kursu polega na przebywaniu z ludźmi, których nie znam oraz koleżanek, z którymi od jakiegoś czasu jestem we wspólnocie. Na wspieraniu się podczas modlitw, wspólnych rozmów o uczuciach w trakcie kursu, na rozmowach z członkami ekipy. Patrząc na siebie i na innych nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje w moim życiu, że jestem tutaj, że tu przyszłam i doświadczam tylu pożytecznych wrażeń, że rozmyślam, wzruszam się a zarazem lękam się co dalej, jaki dalszy plan ma dla mnie Bóg. Wraz z lękiem jest ciekawość, która mam nadzieję zwycięży – ciekawość bycia w Bogu.

Iwona

*****

Zaproszenie na Kurs „Nowe życie” dostałam w prezencie od koleżanki ze wspólnoty. Jestem otwarta na wszystko co jest związane z Jezusem Chrystusem. Przychodząc nawet nie próbowałam sobie wyobrazić jak to będzie. Moje odczucia – wrażliwość – miłość do Boga. Teraz wiem, że była bardzo mała. Ten Kurs pokazał mi przeogromną miłość Jezusa Chrystusa do mnie. To co się działo w moim wnętrzu, w mojej duszy to radość, ciepło – wzruszenia aż do bólu, to wszystko tak cudowne i niepojęte.

Krysia

*****

Odwlekałam sakrament spowiedzi długi czas, ale pojednałam się z Bogiem, czuję się wspaniale. Modlitwa wspólnotowa [pozwoliła mi doświadczyć Boga].

*****

Podczas tego kursu w sposób szczególny doświadczyłam i odkryłam ze „JEZUS JEST MOIM KRÓLEM”, że muszę tylko oddać Mu swoje życie, swoje problemy a ON będzie mi pomagał i prowadził do Niego. Bóg dał mi odczuć się kochaną, jedyną i umiłowaną przez Niego. On mi oczyścił serce z ran smutku, zakłopotania. Wskazał mi „DROGĘ DO NIEBA” jako jedyną „DROGĘ” przez Jezusa Chrystusa. Przez jego Ewangelię przez jego Sakramenty i przez Jego Miłość. Bóg powiedział mi, że TYLKO ON JEST DROGĄ PRAWDĄ I ŻYCIEM! DZIĘKUJĘ MU ZA JEGO ŁASKI. DZIĘKUJĘ MU ZA JEGO MIŁOŚĆ. Pragnę wielbić Go i Miłować. Chwała Panu.

Dorota

*****

W czasie tego kursu doświadczyłam miłości Bożej, obecności Ducha Świętego i miłości ludzi. Dziękuję za modlitwę wstawienniczą nade mną. Dziękuję za każdą chwile tego kursu. Nie wiedziałam, że tak mnie doświadczy swoją miłością Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty. Chwała Panu.

Bożena

*****

Doświadczyłam Go [Boga] przez łzy. Już pierwszego dnia, (…) zapewnił o swojej bezgranicznej i bezinteresownej miłości. Do czasu Jego zapewnienia o Jego miłości do mnie (…), wiedziałam ze Bóg mnie kocha i wybacza wszystkie moje upadki. Ale nie mogłam pojąć dlaczego! Jak można kochać kogoś, kto o Nim zapomina, kto przynosi Mu wstyd i zawodzi. Teraz Już wiem. Bóg mnie kocha, bo jestem jego dzieckiem. Stworzył mnie, dał mi życie, opiekuje się mną i wybacza bo jestem Jego stworzeniem. Kocha mnie jak rodzic – nie za coś, ale pomimo wszystko!!! Jestem dla Niego idealna z wszystkimi słabościami. Moje łzy (…) były dla mnie oczyszczeniem! Oczyszczeniem z wątpliwości w bezwarunkową miłość mojego Boga. Oczyszczeniem ze strachu przed Jego Miłością. Oczyszczeniem z lęku przed byciem kochaną. Teraz się uśmiecham!

Agnieszka

*****

Bóg do mnie przyszedł poprzez moją spowiedź tutaj, poprzez oczyszczenie, poprzez modlitwę. Zrozumiałam, że jestem wspaniałym planem, że Bóg ma wspaniały plan na mnie i NOWE ŻYCIE jest jednym z elementów tego planu.
Wiem, że teraz na pewno DAM RADĘ. Wiem, że mam Przyjaciela, który na pewno mnie nie opuści.
Uwierzyłam, że BÓG MNIE KOCHA bo zaprosił mnie na ten kurs.

Beata

*****

Moje serce napełniło się miłością, pokojem wewnętrznym, opieką z Jego strony, przerosło mnie to wszystko, nie byłem w stanie pomieścić tej miłości, którą na mnie wylał Bóg.

Darek

*****

(Doświadczyłam obecności Boga) drżeniem ciała w trakcie modlitwy wstawienniczej o Ducha Świętego. Spokojem, wyciszeniem, że jest ktoś o wiele mocniejszy od tego wszystkiego zła, co teraz mnie spotyka i już nie jestem sama, żeby temu stawić czoła.
[Doświadczyłam obecności Boga]
 - W poszczególnych osobach – relacji bliskości i otwartości.
 - W dotknięciu Ducha Świętego podczas modlitwy wstawienniczej.
To szczególnie, bo tak to w duszy gra nieustająco MIŁOŚĆ BOŻA.

Alicja

*****

(…) Na głoszeniu uświadomiłam sobie po raz kolejny, ze Jezus – mnie kocha najbardziej na świecie. Płakałam cały czas :). Uświadomiłam sobie, że moja wiara nie była prawdziwa, (…). Wstyd mi za to. Przedtem byłam osobą obciążoną grzechem, z którym nie potrafiłam sobie poradzić a mianowicie było to kłamstwo. Kłamałam cały czas na okrągło każdego dnia, wstyd mi za to, ale ten kurs pomógł mi bardzo. (…) Jezus zabrał go ode mnie jestem mu ogromnie wdzięczna. Z tym nie mogłam sobie w życiu poradzić, zawsze przy spowiedzi wyznawałam go i obiecywałam poprawę . Nigdy się nie poprawiłam, a teraz brzydzę się kłamstwem.

Kolejny etap przemiany nastąpił podczas uwielbienia. Od zawsze na wieczorach Chwały płakałam, Duch Święty przychodził do mnie z płaczem, ale w sobotę to, to (brakuje mi słów) jejku podeszłam do wstawienników aby pomogli mi się otworzyć. No i się zaczął cyrk. Miałam jak dla mnie najcudowniejszy charyzmat – zaśniecie w Duchu Świętym i gdy tak leżałam poczułam dłoń na mojej głowie, nie wiem jak to opisać ale to była dłoń Jezusa, On mnie głaskał, czułam ogromne ciepło, oddałam się Jezusowi w 100%. Jemu zawierzyłam moje całe życie oddałam mu ster statku i on teraz decyduje o moich losach. Chwała Panu!

Ola

*****

Czekałem na ten kurs dość długo i byłem bardzo ciekawy tego, co ma tu miejsce. Po wakacjach w czasie których bardzo, bardzo, bardzo odczułem Boga i jeszcze bardziej zatopiłem się w relacji z nim. Przyszła szkoła i pokusy grzechu, którym oprzeć się nie potrafiłem, nie było i nadal nie jest łatwo utrzymać ten poziom w relacji z Bogiem. Na ten kurs także przyszedłem spętany grzechem i cały kurs mimo spowiedzi gdzieś ta świadomość jego obecności we mnie była. Chrystus na nowo jednak uzdrowił moje serce do pełnego przyjmowania i odczuwania jego miłości. Czuje, że mnie podniósł, podniósł po raz kolejny. Uświadomiłem sobie, że najważniejsze to trwać non stop przy Jezusie wbrew wszystkiemu, czuję, że ten kurs był na nowo dla mnie jakimś początkiem, na nowo odnalezienie siebie w Bożym planie, nie wiem i boje się trochę tego, co będzie dziś po kursie, jutro, za tydzień ale ufam z przynajmniej staram się ufać, bo tylko w NIM jest moja nadzieja i wiecie co ... CHWAŁA PANU !!!

 

 

        Świadectwa - kurs Nowe Życie w marcu 2014      

 

Bóg pozwolił mi bardziej się otworzyć, skupić na Nim, a nie na otoczeniu. Przyszedł z charyzmatem śmiechu i mogłam Go poczuć mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Potwierdził to, że chce mojego szczęścia i to, żeby częściej do Niego się zwracać w smutkach i cierpieniach. I za to Chwała Panu!

*****

 Miałam możliwość wyspowiadania się po bardzo długiej przerwie. Oddaliłam się bardzo od Boga, a ten kurs spowodował, że jest mi lepiej. Lepiej się czuję, uśmiechnęłam się w końcu… Myślę, że jest to jeden z najfajniej spędzonych weekendów w moim życiu. Weekend z Jezusem.

Myślę, że wszystko zmieni się w moim życiu… Chciałabym, żeby Jezus już na zawsze był Królem mojego życia.

Dziękuję Bogu, że tak pokierował moim życiem, że mogłam się znaleźć w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.

*****

Pan Bóg pokazał mi nieuporządkowane strony mojego życia. Pokazał, jak ja zajmuję Jego miejsce w moim życiu, jak ranię bliskich i to tak niepozornie.

 Pragnę oddać Panu Jezusowi wszystkie sprawy mojego życia. Oddać prowadzenie swojej rodziny i zaufać Jezusowi tak do końca. Nauczyłam się rozmowy z innymi i słuchania.

*****

Zobaczyłam w nowym świetle swoje dotychczasowe życie i umocniłam się na przyszłość, na życie wiarą, modlitwą w zaufaniu Panu Jezusowi. Doświadczyłam kojącego dotknięcia na moje rany Ducha Świętego. Nauczyłam się nie poddawać i walczyć z moim nałogiem, zniewoleniem przez nikotynę.

Poznałam, jakim szczęściem nieskończonym obdarza Bóg. Smucę się na koniec, że nie będę mogła przez nałóg doświadczyć w swoim sercu życia w obfitości, ale mam nadzieję.

*****

Bóg przypomniał mi, jak bardzo mnie kocha. Nikt nie obdarza mnie większą miłością od Niego. Nigdy mnie nie zostawił i nie zostawi. On już spełnił najskrytsze marzenia mojego serca, teraz pragnie jedynie, by to, co mi przyobiecał, urzeczywistniło się. Bóg przypomniał mi o moim pięknie, wyjątkowości, nadzwyczajności. Naprawdę jestem Jego umiłowaną córką, odczuwam to całą sobą. On nigdy nie pozwoli, by stała mi się krzywda, jest ze mną w każdej sytuacji mojego życia. Czuję się oczyszczona, wolna, radosna, pełna miłości wobec Boga i innych ludzi. Trudności, jakie mogą się pojawić, już mnie nie przerażają. Miłość Boga zwyciężyła.

Nauczyłam się, że najważniejsze w życiu duchowym jest ciągłe powstawanie. Zrozumiałam, że trwanie w grzechu rzeczywiście przynosi śmierć i zniszczenie. Stajemy się wtedy jak trupy. Bez Eucharystii, korzystania z sakramentu pokuty stajemy się puści, jałowi, pozbawieni pokoju. Sakramenty są źródłem życia, odnową sił. Będę z nich korzystać w pełni, aby rozwijać moje nowe życie z Jezusem. Zrozumiałam także, że czasami trzeba przejść długą drogę, wiele wycierpieć, ale Pan zawsze nas wynagradza.

Darem tego kursu trzeba się dzielić. Oby udało się go organizować także poza parafią, a nawet poza Olsztynem.

Edyta

*****

Doświadczenie Boga podczas kursu: spokój w sercu, ulga w cierpieniu wewnętrznym, dotyk Ducha Świętego, łzy przy modlitwie do Ducha Świętego.

Po wielu upadkach, myślę, że nauczyłem się, jak wzmocnić swoją wiarę i jak wytrwać, aby nie zostać znów złamanym. Życie we wspólnocie to jest to, co może mnie wzmocnić, pozwoli stać się silnym. Nauczyłem się podczas kursu, że Chrystus jest moim Królem i Jego muszę stawiać na pierwszym miejscu.

Dzięki takim kursom możemy zrozumieć miłość Bożą. Wyciąga nas ze szponów zła, w których tkwimy często nie zdając sobie z tego sprawy. Uczy, w jaki sposób zaufać Bogu.

*****

Bóg mocno działał przez swoje Słowo, dotknął mnie również przez głoszenie „z mocą” osób prowadzących, w życzliwości całej ekipy prowadzącej, PODCZAS EUCHARYSTII – nade wszystko! Najmocniejszym doświadczeniem była Eucharystia niedzielna, podczas której Duch Święty wylał na mnie może radości.

Mam nadzieję, że Duch Święty nauczy mnie życia w pokoju i radzenia sobie z różnymi lękami. Wierzę, że Duch Święty udzieli mi charyzmatów potrzebnych w mojej pracy i w realizacji mojego marzenia pomagania chorym.

Dziękuję Panu Bogu, że mnie tu przyprowadził.

Małgorzata

*****

Odnalazłam w sobie chęć do mocniejszego zaufania Bogu w swoich codziennych sprawach. Przed kursem miałam dylematy, wydaje się dosyć oczywiste, jednak dla mnie przed kursem były to trudne decyzje. Teraz z łatwością stwierdzam, że chcę wytrwać w czystości przedmałżeńskiej i że odnajdę swoją sobie przeznaczoną wspólnotę. W ostatnich miesiącach oddaliłam się od Boga, chciałam zrezygnować z pójścia na tegoroczną pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Teraz wiem, że myśli te nie były od Boga. Dzięki temu kursowi mam siłę na życie z Bogiem na nowo :).

Nauczyłam się ufać Bogu i nie bać się Jego woli. Zmieni się moje nastawienie do planów Bożych.

*****

Tutaj pierwszy raz poczułam bliskość Ojca i mogłam powiedzieć do Niego: „Tatusiu”. Zrozumiałam, że to inny Ojciec, niż ten ziemski.

Chciałabym jeszcze kiedyś przeżyć taki kurs.

Elżbieta

*****

Kurs na nowo uświadomił mi, że Bóg mnie kocha. Mimo że jestem trochę „rozwalona” wewnętrznie, to staram się wierzyć w to, że jest w tym Boży doskonały plan. DZIĘKUJĘ!!!

Mam nadzieję, że uda mi się poukładać moje spojrzenie na grzeszność. Chciałabym też odważnie świadczyć o Bogu. Chcę przestać się ciągle wszystkiego bać, wiem, że powinnam Mu zaufać i postaram się to zrobić!!!

Ania

*****

Chcę napisać, jak bardzo jestem szczęśliwa, że tutaj jestem. Mogłam poczuć miłość bliźniego. Po każdym dniu czułam się coraz lepiej. Mam nadzieję, że ten kurs to dopiero początek mojej przygody i podróży z Bogiem.

Boga doświadczyłam w taki sposób, że podczas głoszeń uświadomiłam sobie, że w swoim życiu miałam wiele sytuacji, w których pojawiał się. Wcześniej nie byłam niczego świadoma, dopiero na kursie „Nowe Życie” wszystko we mnie się obudziło. Zrozumiałam, że to, co wydarzyło się dotychczas w moim życiu, miało w sobie jakiś cel. W drugim dniu kursu, po spowiedzi, poczułam taką ulgę i jednocześnie radość, jakiej nigdy nie czułam. Teraz wiem, że te dni spędzone w obecności wspaniałych ludzi, natchnęły mnie pozytywną energią i chęcią do życia, która ostatnio gdzieś się ulotniła. Jestem dumna z tego, że Kocham Jezusa, a On Kocha mnie.

Na pewno to, czego się tutaj nauczyłam, nie zostanie tylko wspomnieniem. Chcę żyć tak, abym była szczęśliwa i osoby z mojego otoczenia też. Pragnę, aby Bóg był dumny z mojego postępowania. Chcę żyć dla ludzi, dla świata, pokazywać im, że WIARA czyni cuda, że uzdrawia, uszczęśliwia.

Edyta

*****

Kurs „Nowe Życie” daje poznać Boga na nowo. Dzięki temu można zmienić swoje życie, aby zagościł w nim Bóg, radość, aby znikł niepokój, który nie pozwalał otworzyć się na Boga. Było super :).

Objawił mi się Bóg ogromną radością i spokojem w moim sercu. Teraz wiem, że Bóg jest zawsze ze mną i to wszystko, co się zdarza w moim życiu, jest za sprawą Boga i przez to realizuje swój plan. Wiem, że powinnam Mu ufać bezgranicznie zarówno w chwilach ciężkich, jak i w chwilach radości. I za to Chwała Panu!

Nauczyłam się, że powinnam całkowicie zaufać Bogu w Jego działaniach w moim życiu. Oczekiwać tego, co mi przygotował, i dać się Mu prowadzić przez życie.

Anna

*****

Wiem na pewno, że chcę być we wspólnocie. Wiem na pewno, że jestem ważna dla Pana Boga.

Czuję się bezpiecznie, jest mi dobrze.

Teresa

*****

Podczas tego kursu Bóg „pociągnął” mnie do działania. Od jakiegoś czasu odczuwałam potrzebę włączenia się do wspólnoty, jednak zawsze lęk obawa, zły głos, który coś mi podszeptywał, sprawiały, że tego nie zrobiłam. Jednak podczas kursu Bóg pokazał mi, swoją miłość. Wśród innych ludzi zrozumiałam, że ten kurs był niesamowitym zaproszeniem prosto od Boga. To, że tu byłam, to nie był przypadek, lecz początek Bożego planu dla mnie.

Przede wszystkim nauczyłam się, że jeśli Bóg w moim życiu będzie na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na właściwym miejscu. Wiem także, że sama nie poradzę sobie w dalszym poznawaniu Pana Boga, tylko wśród innych osób (wspólnocie) mogę wzrastać i pogłębiać swoją wiarę.

Moim zdaniem są to bardzo owocne rekolekcje i będę się starała zachęcać innych do uczestnictwa.

*****

Ogólnie – CHWAŁA PANU, że mnie po raz kolejny przyprowadził do Siebie i po raz kolejny utwierdza mnie, że Jego miłość jest nie z tej ziemi. Nie spodziewałem się takiego obrotu wydarzeń!!

Krzysztof

*****

Na pewno uwierzyłem, że warto wierzyć, że wszystko, co się tutaj dzieje, nie jest tylko przypadkiem, że moja obecność tutaj ma jakiś cel. Jaki? Czas pokaże.

Na pewno inaczej będę patrzył na wspólnoty religijne. Nauczyłem się, zobaczyłem, że wiara w Boga to nie tylko uczestnictwo w niedzielnej mszy św. i codzienny pacierz. Wiem, że jeżeli dalej chcę się uważać za katolika, to moja wiara nie powinna się tylko do tego ograniczać. Powinienem coś więcej robić, niż tylko biernie uczestniczyć w życiu Kościoła. Co się zmieni, nie wiem, ale wiem i wierzę, że Duch Święty będzie przy mnie i będzie mi dalej wskazywał właściwą drogę życia, biegu do mety.

Obyście zawsze mieli komplet na sali.

*****

Jezus pokazał mi, jak wiele mogę od Niego otrzymać, że mogę prosić o wszystko, nawet jeśli po ludzku wydaje mi się, że to zbyt dużo. Pokazał mi, że sama nie przetrwam i jak ważne jest, aby mieć obok siebie osoby, które idą w tym samym kierunku co ja – do Jezusa.

Jezus – Duch Święty uleczył moje zranienia, uprzedzenia, dał mi pokój w sercu i pewność, że wszelkie fizyczne choroby nie mają znaczenia, jeśli Bóg jest najważniejszy.

Czuję, że Miłość Boża rozleje się na ludzi, których spotkam, że jest tak Wielka, iż nie jest tylko dla mnie. Chciałabym rozwijać się pod względem duchowym w dalszym ciągu i wierzę, że Jezus mnie poprowadzi, bo On wie, jaką drogą mam pójść.

*****

Ten kurs dał mi dużo do myślenia, odnowił moją relację z Bogiem. Nauczyłam się „modlić”. Wcześniej robiłam to w sposób „suchy”, „automatyczny”. Kurs zmienił moje postrzeganie Boga jako dobrego Ojca, który mnie kocha i chce mojego dobra.

*****

20 lat temu zajmowałam się tzw. „kursami doskonalenia umysłu”, potem tarotem i wahadełkami. Kiedy w końcu Bóg pomógł mi się z tego bagna wydostać, co jakiś czas dręczyły mnie myśli samobójcze – że jestem beznadziejna, Bóg mnie nie kocha (bo jak może kochać takie zero jak ja). Ostatnio bardzo się nasiliły (od kiedy dowiedziałam się, że jestem dość poważnie chora). Kiedy zapisałam się na kurs „Nowe Życie”, szatan na wszelkie sposoby usiłował mnie odciągnąć od tego kursu. Nawet w trakcie trwania miałam ochotę, aby wyjść do domu. Ale w sobotę, przy modlitwie wstawienniczej, pojawiła się we mnie „natrętna myśl”, że BÓG MNIE KOCHA! I zrozumiałam, że tak jest naprawdę. Chwała PANU!

Jestem ogromnie szczęśliwa, że tu byłam. NIGDY nie uczestniczyłam w takim kursie – tak niezwykłym. Będę się modlić, aby jak najwięcej ludzi trafiło na kurs „Nowe Życie”.

*****

Wow. Doświadczyłam Boga bardzo bliskiego, bardzo kochającego i Boga, który bardzo chciał, żebym tę Jego MIŁOŚĆ bardzo mocno odczuła. Też Boga, który (chociaż czasem w ukryciu) cały czas jest ze mną i towarzyszy mi – a przede wszystkim CHCE mi towarzyszyć. Doświadczyłam Boga, który nie walczy o władzę nad moim życiem, Boga, który daje mi pełną wolność, ale też wspiera mnie bardzo zawsze wtedy, kiedy potrzebuję wsparcia.

Podjęłam już w trakcie trwania kursu dosyć poważne i trudne decyzje, a to, na co nie mam sama żadnego wpływu, zostawiam u stóp Jezusa, bo wiem, że On pomoże. Mam ogromną nadzieję, że TYM RAZEM trwale zmienię mój styl życia i rozwinę moją relację z Bogiem. Jest co zmieniać.

CHWAŁA PANU!

Madzia

*****

Kurs był mi bardzo potrzebny. Poznanie Boga poprzez radość, taniec – to jest to, czego szukałam. Jest to niesamowite, że każdy etap kursu powoduje zastanowienie się nad sobą, swoim postępowaniem w innym aspekcie życia.

Teresa

*****

Kurs „Nowe Życie” istotnie zmienił mnie w nowego człowieka, choć jeszcze jestem oczyszczana. Umocnił mnie w Duchu Świętym, w Jezusie Chrystusie. Dał mi nowe chęci do służenia innym i we wspólnocie. Kurs odkrył, bym nie marnowała żadnej chwili życia, bym żyła świadomie Jezusem, wspólnotą, modlitwą. Kurs pozwolił mi odkryć moje lenistwo duchowe oraz to, że ostatnio żyłam pobożnością, a nie wiarą.

 

Pragnę zmienić sposób życia na bardziej świadomy, tzn. pracować nad moimi myślami, słowami i uczynkami i nie ranić bliźniego, służyć, jak tylko potrafię tam, gdzie mnie Duch Święty posyła, służyć radą i pomocą szanując czyjeś „ego”. Pragnę miłować Boga w drugim człowieku, świadomie pragnę żyć w czystości stanu.

Krystyna

*****

 

        Świadectwa - kurs Nowe Życie w październiku 2012      

Justyna W.           

 27 listopada 2012 r. po 9 rano obudził mnie taki SMS: "Witaj tak mnie ostatnio natchnęło że powinnaś napisać świadectwo z uczestnictwa w nowym życciu, żeby potem zamieścić na stronie, co  o tym myślisz? Pozdrawiam". Po minucie przyszedł następny; "Oczywiście nie trzeba się podpisywać wystarczy np pierwsza litera imienia i nic więcej...".

            To był ksiądz Karol Krukowski, z którym rozmawiałam po raz pierwszy w lutym tego roku, kiedy był u mnie po kolędzie. Pomyślałam i tak samo napisałam: ":-D Chciałam to zrobić zaraz po Kursie, ale póżniej jakoś minęło.

Skoro ksiądz myśli, że powinnam, a ja tak wcześniej myślałam, więc trzeba to zrobić:DZ podpisem.". Ksiądz Karol się ucieszył.

            Zastanawiam się, od czego zacząć. Mioże od tego...

            Ostatni raz przyjęłam Komunię Św. W kwietniu 2010 r. 15 sierpnia 2010 r. Wprowadziłam się do chłopaka. Przez ponad 2 lata nie mogłam przyjmować Komunii Św. Bardzo mi tego brakowało i modliłam się, żeby najpóźniej w Boże Narodzenie 2012 r. Mogła ją przyjąć. Nie odpowiadało mi też do końca mieszkanie razem bez ślubu, było w sprzeczności z moją wiarą. Nie czułam jednak, że chcę ślubu, a nawet, na myśl o tym, odczuwałam lęk.

            Przez 4 lata podejmowałam też walkę o życie w czystości, co udawało się przez 4-9 m-cy.

            Od 2-3 lat zastanawiałam się też nad odejściem, kilka razy wyznaczałam sobie czas, do którego to zrobię, jednak nigdy nie odważyłam się na ten krok, bo nie chciałam znowu kilka m-cy cierpieć przez rozstanie. Zaczęłam więc prosić Pana Jezusa, aby pomógł mi podjąć właściwą decyzję odnośnmie mojego związku i żeby dał mi odwagę w jej realizacji.

            W dniu moich urodzin, a było to w ndz. 12 sierpnia 2012 r., bardzo chciałam pójść do kina, ale było już póxno i została już ost. Msza o 21-ej w kościele Chrystusa Odkupiciela Człowieka, na którą chodziłam regularnie. Nie mogłam pójść tu i tu, bo film i Msza odbywały się w tym samym czasie. Po namyśle wybrałam Mszę Św.

            Ewangelia i kazanie dotyczyły właśnie Komunii Św.! Tego, że tak, jak chleb jest podstawowym pokarmem dla ciała, tak ciało Chrystusa jest takim pokarmem dla duszy, że bez Niego dusza nie może się rozwijać, że On jest niezbędny do życia dla wierzącego. I że my łakniemy tego chleba. Te słowa mnie poruszyły, oddawały dokładnie to, co czułam.

            Pewnego wrześniowego dnia na Mszy Św. Dowiedziałam się, że w dniach 27-29.09 bedą odbywałyu się rekolekcje z jakimś Panem, "o którym można poczytać w Internecie i że w Kortowie było duże zainteresowanie. Przeczytałam plakat i pomyślałam, że pójdę.

            Co to były za rekolekcje! Od samego początku "ten Pan", jak mówi o sobie "ojciec pięciorga dzieci, mąż jednej żony", zrobił na mnie ogromne wrażenie. Słuchałam Go po 4 godz. Dziennie i mogłabym tak codziennie.

            Pierwszego dnia rekolekcji "Któż jak Bóg", podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, a była to moja druga świadoma adoracja w życiu, ksiądz Karol podchodził do każdej ławki, trzymając w rękach Pana Jezusa. I kiedy podeszli do mojej ławki, poczułam blask płynący z tej monstrancji, ogromne wzruszenie, wiedziałam, że Pan Jezus w niej naprawdę jest, że patrzy na mnie, że widzi wszystko, że zna moje serce, że mnie dotyka... Mogłam patrzeć na Niego tylko przez chwilę, bo zalałam się łzami. Czułam taki spokój, Jego ogromną miłość, że pomimo moich grzechów On mnie tak kocha, czułam, że mnie przytula, a łzy płynęły same, stumieniami, nie miałam nad nimi żadnej kontroli i nie miałam już w co ich wycierać. Przepraszałam Pana Jezusa za to, co było złego i nie chciałam już dłużej tak żyć. Wiedziałam, że muszę się wyprowadzić. Wracałam do domu poruszona i szczęśliwa.

            Następnego dnia wysłałam SMSa do 11-stu znajomych z Olsztyna i mail'a na grupę mail'ingową organizacji, do której należę, że byłam na spotkaniu z niesamowitym człowiekiem, dzięki któremu chcę zmieniać swoje życie na lepsze. Koleżanka z tej organizacji bardzo się ucieszyła, że Jej przypomniałam, bo miała iść na te rekolekcje, ale zapomniała.

            Drugiego dnia rekolekcji podczas addoracji mozna było podejść do ołtarza, na którym stał Pan Jezus. Jednak ja nie czułam się godna, żeby podchodzić tak blisko, chociaż bardzo chciałam, bo nie mogłam przyjmować Komunii Św. Z całego serca modliłam się do Pana Jezusa i przepraszałam, że nie jestem godna, ale żeby sprawił, żebym w Boże Narodzenie już była. Poczułam w sercu ogromne ciepło, mimo, że wcześniej było mi zimno i pomyślałam, że tak rozgrzałam się modlitwą. Tego dnia na koniec Pan Leszek powiedział, że jeżeli kogoś jeszcze nie było przez te dwa dni, to żeby przyszedł, że łaska Pana Boga Jego też może dotknąć i że następnego dnia, jeżeli wielka będzie nasza wiara, będą się działy wielkie rzeczy, jeśli Pan Bóg da.

            Po wyjściu, w przedsionku kościoła spotkałam Agatę, której przypomniałam o tych rekolekcjach. Powiedziała, że była już na nich w Kortowie i że było na nich jedno uwolnienie od demonów, co mną wstrząsnęło. Z kościoła wyszedł ksiądz Karol, na którego widok się uśmiechnęłam i, mimo że stało tam dużo ludzi, podszedł do nas i zapytał, czy studiujemy i czy jesteśmy we wspólnocie. Agata była, ja nie i byłam zadowolona, że Ona podjęła z księdzem ten temat, bo ja nie chciałam być i nie miałam najmniejszego zamiaru być. "Ja i wspólnota! Nigdy w życiu! Jacyś święci, ułożeni, nudni ludzie, pewnie same babcie odmawiające ciągle różaniec.". Nie ma takiej możliwości! Ksiądz doradził, które płyty Pana Leszka kupić i kupiłam "Ja jestem" i "Świadectwo Leszka". Przypomniałam księdzu, że był u nas po kolędzie, a On zachęcał do zapisania się na Kurs Nowe Życie, do czego była sceptyczna i ksiądz powiedział, że już przypomniał sobie tę kolendę, że wie, gdzie mieszkam i mnie znajdzie.

            Ostatniego dnia księża ze świeckimi wstawiennikami modlili się nad podchodzącymi do nich osobami o wstapienie w nie Ducha Św. Stojąc w kolejce i gorąco się modląc, nogi same mi się trzęsły, a gdy klęczałam przed księdzem, trzęsłam się już cała i zalałam się łzami. Nie słyszałam Ich modlitwy nade mną, ale w pewnym momencie usłyszałam, jak kapłan wypowiada moje 2 największe grzechy. Po powrocie do ławki widziałam, jak koło mnie 3 osoby miały zaśnięcie w Duchu Św., o czym uprzedzał Pan Leszek, ze może tak się zdarzyć. Wygląda to tak, jakby się zemdlało z wyrazem błogości na twarzy. Wtedy Duch Św. Przemienia nasze serce, uzdrawia je, odblokowuje. Usłyszałam później takie ładne określenie: "Kiedy chirurg robi operację, musi najpierw znieczulić. To samo robi Duch Św., operację w naszym sercu.". Może to trwać nawet kilka minut. Każdy budził się wzruszony, szczęśliwy, pełen miłości. Księża też się wzruszali, dla Nich też było to ogromne przeżycie.

            Tego dnia poszłam porozmawiać z ks. Karolem o moim problemach sercowych, a działo się już bardzo źle w moim związku, i kompletnie się rozkleiłam. Powiedział, że przypomniał sobie dokładnie tę kolendę, że często podawał ją jako przykład, że podobała Mu się nasza postawa i że długo u nas siedział, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem i sprawiło mi radość. Powiedziałam, że rekolekcje były dla mnie niesamowitym przeżyciem, a ksiądz na to, że muszę iść na Nowe Życie, że właśnie dostał Światło, że te rekolekcje są właśnie dla mnie i że to będzie jeszcze więcej. Pomyślałam, że skoro ksiądz tak mówi, to muszę iść. Ksiądz powiedział, że umówimy się jeszcze na rozmowę. Poszłam jeszcze podziękować Panu Leszkowi Dokowiczowi, że tu przyjechał, że przeżyłam coś niezwykłego, że dzięki Niemu chcę zmieniać swoje życie. Ucieszył się i życzył powodzenia. Podjęłam mocne postanowienie, że wyprowadzę się 14 października, w dniu, w którym się poznaliśmy.

            Następnego dnia w ndz. O 18:30 była Msza Św. Z zespołem, który świetnie wprowadzał nastrój podczas rekolekcji. Wyjątkowo o tej godz., bo zespół gra zawsze o 10:30 i na tą godz. Bym nie przyszła. Po niej podeszła, żeby porozmawiać, do ks. Karola, który zapytał, czy mam czas, bo będzie spotkanie wspólnoty. Miałam czas. Kto by pomyślał drugiego dnia rekolekcji, że za 2 dni będę na spotkaniu wspólnotuy! Ja sama nigdy! Czuła się niepewnie, nie wiedziałam, czego sie spodziewać. No i tego się nie spodziewałam. Nigdy wcześniej nie dostałam od całkiem obcych ludzi tyle ciepła, serdeczności, słów "Dobrze, że jesteś"! To był szok.

            5 dni póxnie poszłam na pt. Mszę z zespołem i wspólnotą, a po niej były 2-dn. Warsztyaty dla animatorów. Zostałam. Na nich usłyszałam, że miłość Boga może objawiać się ciepłem w sercu i dotarło do mnie, że ja to odczułam na rekolekcjach. Drugiego dnia, po rozmowie, a żyłam w czystości 9 m-cy (z jednym wyjątkiem), ks. Karol stwierdził, że mogę otrzymać rozgrzeszenie. Ale się ucieszyłam! Zaświtała mi wtedy w głowie myśl, że nie muszę się już wyprowadzać. Tego samego dnia modliliśmy się w trójkach 2 osoby nad jedną o wstąpienie Ducha Św. Robiłam to pierwszy raz i nad obcymi ludźmi i zupełnie nie zastanawiałam się, co powiem, a słowa same płynęły z moich ust. Po chwili, nie wiadomo czemu, nie ze smutku, pojawiły się łzy, jakby znikąd i modliłam się płacząc. Po tej modlitwie Halina wstała i mnie przytuliła i tak stałyśmy długo w dużym kręgu kołysząc się, jak długo nie mogłam przestać. Te kobiety powiedziały mi, żebym modliła się o dobrego męża. Zrobiłam to jeszcze tego dnia.

            2 dni później, po ośmiu latach bycia razem, mój chłopak oświadczył mi, że nie chce ze mną być. Szkoda, że nie poprzestał tylko na tych słowach. Takich słów się nie spodziewałam. Nie spodziewałam się, że tak źle o mnie myśli i że po tylu latach tak mie podsumuje.

            4 dni po tym, 12 października (dokładnie 2 m-ce po tej Mszy w moje ur. i miałam iść tego dnia na koncert mojego ulubionego zespołu), ks. Karol znalazł czas, żeby mnie wyspowiadać. Co to była za spowiedź! Z ponad 2 lat i trwała ponad godzinę. Dowiedziałam się wtedy, że istnieje coś takiego, co nazywa się "charyzmat łez", że to jest oczyszczająca modlitwa przez łzy. Wow, kolejny szok! Pierwsza tak głęboka spowiedź w moim zyciu. Nie docierało do mnie jeszcze, że Pan Jezus mi wybaczył, tak długo na to czekałam. Po niej ks. Powiedział, że jedzie jutro z młodzieżą na czuwanie do Pieniężna i czy chcę jechać. Zgodziłam się w ciemno.

            Moje pierwsze czuwanie. I znowu adoracja, tym razem blisko, jak najbliżej się dało. Znów doświadczyłam nieskończonej miłości Pana Jezusa. Poraziły mnie słowa księdza odprawiającego Mszę, że Bóg ma najlepszy scenariusz na nasze życie i od nas zależy, czy chcemy, aby go Pan Bóg zrealizował!!! Póxniej, tak długo oczekiwana, Komunia Św., wielka radość i jeszcze większe wzruszenie. Chciałam przyjąć ją 14 października (tego dnia się poznaliśmy), a nie 13-ego i dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że to było przecież ok. 3:30 w nocy, już 14-ego! Tego dnia rozpoczęłam też 33-godzinny post o wodzie w Intencji Kursu Nowe Życie i wieczorem jeszcze raz przyjęłam Komunię.

            Kurs Nowe Życie trwał od 19-21.10. Każdy dzień był dla mnie ogromnym przeżyciem, co chwilę płakałam;) Przechodziliśmy przez kolejne etapy. W pierwszym dniu najbardziej doświadczyłam Boga, gdy otrzymałam od Niego wiadomość i podczas "podróży do Domu Ojca". Zrozumiałam, że Bóg kocha każdego z nas niepojętą, nieskończoną, nieograniczoną miłością. Że On kochał nas jeszcze zanim zrobili to nasi rodzice! Że zrobił dla nas coś, czego nikt nigdy nie przebije, dając dowód swojej miłości. Że Pan Jezus nikogo nie zmusza do tej miłości, daje nam tę wolność, bo nas kocha i stoi u drzwi naszych serc i cichutko kołacze.

            Uznałam swoją grzeszność i oddałam swoje grzechy i słabości Panu Jezusowi. To był chyba najtrudniejszy dla mnie moment podczas Kursu. A najważniejszym było oddanie władzy nad swoim życiem Panu Jezusowi, pozwolenie Mu, aby to On kierował nami, a nie na odwrót, postawienie Go na pierwszym miejscu w naszym życiu, "bo kiedy Pan Jezus jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu". Pan Bóg pokazał też każdemu z nas, jaki ma najlepszy scenariusz na nasze życie i co nam przeszkadza w jego realizacji.

            Podczas modlitwy wstawienniczej były też zaśnięcia w Duchu Św.

            Jestem zamknięta w sobie, skryta, niewylewna i powściągliwa w kontaktach z innymi ludźmi, nie mówię też o swoich problemach (a może tamta ja już obumarła, jak napisał ks. Karol w jednym z błogosławieństw, które wysyła nam każdego ranka: ""Staraj się w swojej duszy pielęgnować serdeczną ufność do Boga. Staraj się zawsze, by w tobie obumierał stary człowiek, gdyż on nieustannie próbuje się odzywać." św.o. Pio"), a na Nowym Życiu z radości miałam ochotę wszystkich przytulać. Zaraz po jego zakończeniu musiałam pójść do sklepu i miałam wielką ochotę powiedzieć kasjerce "Bóg Cię kocha".

            26 października w "moim kościele", jak nazywam kościół Chrystusa Odkupiciela Człowieka, był pierwszy "Wieczór Chwały". Odbywa się w każdy czwarty piątek m-ca. To owoc rekolekcji z Panem Leszkiem. To charyzmatyczna modlitwa z prośbą o uzdrowienie czegoś w każdym, kto przyjdzie, to uwielbienie i adoracja Pana Jezusa, to... trzeba przyjść zobaczyć;).

            W czasie adoracji ks. Karol modlił się głośno razem z innymi osobami, a ks. Krzysztof podchodził z Panem Jezusem do każdej ławki. Kiedy podszedł do mojej, z ust ks. Karola padły słowa "Kobiety, które zostały skrzywdzone przez swoich mężów, mężczyzn, Pan Jezus uzdrawia Wasze zranione serca". W czasie wypowiadania tych słów ks. Krzysztof przeszedł z monstrancją i stał dokładnie przede mną, siedziałam w drugiej ławce. Zaraz po Wieczorze podziekowałam ks. Karolowi za te słowa. Myślałam, że powiedział je, bo znał moją sytuację i że pewnie widział, jak drugi ksiądz stoi przy mojej ławce. A On powiedział, że to nie od Niego były te słowa, ... tylko, że to Jezus mówił Jego ustami. Ze zanim je wypowiedział, zostały potwierdzone przez osobę, która się wtedy z ks. Modliła, żeby mieć pewność, że pochodzą od Pana i dopiero wtedy ksiądz je wypowiedział (!!!). Po prostu szczęka mi opadła.

            Podczas uwielbiania Pana Jezusa wypadło mi też największe oczko z pierścionka, który rzadko nosiłam, ale wtedy założyłam, a który dostałam od chłopaka na Boże Narodzenie 2008 r. Nie mogłam później znaleźć tego oczka, znalazł je kolega ze wspólnoty, a leżało przede mną.

            Początkowo miałam wyprowadzić się 17.10 i bardzo chciałam wtedy, bo minęłyby 2 lata, 2 m-ce i 2 dni mieszkania u Niego, ale nie doszło do podpisania umowy najmu. Wyprowadziłam się, gdy znalazłam stancję, 31.10 i byłam trochę zawiedziona, że nie wcześniej, bo taki symboliczny czas by był. Po jakimś czasie, jak policzyłam czas, jaki u Niego mieszkałam, to okazało się, że były to 2 lata, 2 m-ce, 2 tyg. i 2 dni!

            Gdy pojechałam do domu na Wszystkich Świętych, po raz drugi obejrzałam i odsłuchałam z rodzicami filmy Pana Leszka. W "Ja jestem" są niesamowite dodatki, opowiadanie mistyczki Cataliny Rivas o tym, co dzieje się podczas Mszy Św. Zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie, nie uświadamy sobie, co to jest Msza Św.! To nie ksiądz ją odprawia, ale sam Chrystus! On jest też żywy w Komunii Św. I osoby, które Go przyjmują z czystym sercem, przeszywa blask. A podczas przekazywania sobie pokoju przy tych osobach pojawia się Pan Jezus, ale nie przy wszystkich. Na Mszy Św. Obecne jest całe Niebo, po prawej stronie księdza stoją wszyscy święci, po lewej wszyscy aniołowie!!! Maryja powiedziała, że najbardziej jest obecna właśnie na Mszy Św.! Tam się dokonuje cud. Na moich rodzicach te filmy też zrobiły duże wrażenie.Catalina powiedziała w wywiadzie, który przeczytałam chyba w "Niedzieli", że Pan Jezus powiedział Jej: "Jestem żebrakiem miłości". Te słowa zawsze mnie porażają. On pragnie, abyśmy mówili Mu, że Go kochamy.

            I ostatnia rzecz, o którj muszę napisać. Wspólnota "Uczniowie z Emaus", której przypadkiem stałam się członkiem (jej członkowie mówią, że dla chrześcijanina nie ma przypadków:)) od listopada prowadzi spotkania dla osób przygotowujących się do Bierzmowania. Gdy po raz drugi usłyszałam na naszym copiatk. spotkaniu, że potrzebna jest pomoc, pomyślałam, że jeszcze raz ktoś mnie zachęci i się zgodzę. No i zaraz przyszła druga koleżanka i spytała, czy nie chcę przyjść. Stały już ze mną 2 os. I wszyscy wybuchnęliśmy smiechem, bo dopiero co namawiała mnie inna. Nie chciało mi się za bardzo jechać na pierwsze spotkanie 20 listopada, bo wiem, jaka ja byłam w ich wieku: niepokorna, niesłuchająca nikogo, zbuntowana. W mojej grupce było 6 dziewczyn i Ewa ze wspólnoty, która ją prowadziła. Moim zadaniem było opowiedzieć Im moje świadectwo Bożej miłości. Przed spotkaniem modliliśmy się wspólnie, żeby Duch Św. był obecny wśród nas. Później modliłam się sama o to, żeby Pan Jezus pozwolił mi otworzyć moje serce na tych ludzi i żeby moje świadectwo dotarło do chociaż 1 osoby. Gdy zaczęłam mówić (a mówiłam świadectwo poierwszy raz do obcych ludzi!), wszelkie obawy i lęk ustapiły, dużo czasu nie minęło, gdy zaczęłam płakać i tak było juz przez cały czas. Mówiłam bez wdawania się w szczegóły, do czego, jak widać, mam talent, ale miałam mało czasu. Po spotkaniu, podczas wspólnej modlitwy, Ewa podziękowała Panu za moje świadectwo i powiedziała mi ciepłe słowa. Zaproponowała pójście od razu na Mszę Św., na której nadal byłam wew. Poruszona, czułam miłość Jezusa. Chłonęłam każde słowo ks. Karola, który ją odprawiał. Przepłakałam całą Mszę i modliłam się "Panie Jezu, jak ja wyjdę z tego kościoła taka zapłakana?", ale nie mogłam przestać, to było silniejsze ode mnie. Gdy ksiądz Karol podawał mi Komunię, padły bsłowa piosenki "... (Pan) ukoi ból". Myślę, że wtedy Pan Jezus uzdrowił moje serce z ran, które zadał mi chłopak. To spotkanie było mi bardziej potrzebne, niż tym "bierzmowanym" i nie mogę doczekać się kolejnego już za kilka dni, 18 grudnia.

            Dopiero teraz przekonałam się, że mój ksiądz proboszcz Marian Piotrowski miał rację, gdy 2-3 lata temu powiedział mi w konfesjonale, gdy nie mogłam otrzymać rozgrzeszenia, że dopiero, gdy nie będziemy mieszkać razem, będę szczęśliwa.

            Nigdy nie zdołam wyrazić swojej wdzięczności ks. Karolowi, że na rekolekcjach podszedł właśnie do mnie i za wszystko, co się od tego czasu wydarzyło. Wierzę, że to Pan Jezus wyciągnął wtedy do mnie rękę, kiedy nie wiedziałam jeszcze, że już za 10 dni tak bardzo Go będę potrzebować. Prosiłam Pana Jezusa o siłę do przetrwania tego rozstania i On mi ją daje w Eucharystii, którą przyjmuję średnio co 3 dni. Nie wiem, jak przetrwałabym to bez Niego i cały czas nie mogę nadziwić się, co On ze mną robi. Niech robi, co chce!

 

 

            

M.
 
Umiłowanie Piękna.

 

      Na początek chciałbym zacytować ulubione moje słowa z ewangelii, mianowicie “Ten któremu wiele darowano, będzie wiele miłował..”. Tych słów chyba nie trzeba wyjaśniać, jednak właśnie te słowa do mnie tak przemawiają, dzięki którym odzyskałem sens w moje życie - nowe życie. Nie wierzyłem, że Bóg może dotknąć serce takiego grzesznika jak ja. Że może otulić swoją miłością, tak namacalną na duszy i sercu mym, a zarazem niewidzialną pośród tego świata cielesnego i tak rzeczywistego tylko poprzez oczy. Moje życie nie było aż tak bardzo kolorowe, wiele razy szargałem się z różnymi szarymi mymi myślami. W końcu to ja jestem panem mojego losu! Nikt nie ma prawa nad moim życiem głosu! (Tak też kiedyś myślałem, i to mnie zgubiło).

 

     Mijały lata, byłem bardzo odsunięty od kościoła na moje własne życzenie. Owszem próbowałem wiele razy powrotu – jednak z nawróceniem się jest chyba jak z palaczem. Nie wiesz kiedy wreszcie Ci się naprawdę uda. A jak nawet uda, to musisz trzymać się dobrych nawyków i widzieć w nich ten prawdziwy sens i tak piękny nade wszystko..

 

     O kursie nowe życie, dowiedziałem się od bardzo dobrego znajomego. Z początku pomyślałem sobie, ok. Spróbować mogę. Czemu nie..nic mi to nie zaszkodzi przecież. Ale jednak - zwlekałem z zapisaniem się. “Eh, a po co to mi tam..” pomyślałem po jakimś czasie. Znajomy na szczęście zamilczał na jakiś czas o tym kursie, po czym po jakimś czasie spytał się mnie, czy się zapisałem. Odpowiedziałem mu, że nie jednak nie chce. To nie dla mnie. Na drugi dzień e-mail na skrzynce pocztowej i po chwili wiadomość sms “Zapisałem nas obu, nie masz już wyjścia!”. No i jakby nie było już wyjścia, postawił mnie pod faktem dokonanym. I nie wyobrażam sobie na dzień dzisiejszy, aby tego faktu nie było. Zdaję sobie sprawę, że abym zbliżył się do Jezusa, a On do mnie to musiał się posłużyć drugim człowiekiem. I tak też pewnie się stało, bo to żaden zbieg okoliczności.

 

     W piątek zarys tego co dostałem w postaci słowa, bardzo mnie ciekawiło. Na ogół lubiłem od dziecka słuchać, czytać to nie sprawiało mi żadnego problemu, a wręcz radość z poznawania czegoś nowego. Jednak zadawałem sobie pytanie – ale jak ja te słowa mogę wcielić w moje życie? Nie to nie dla mnie, i tak mojego życia nie da się już zmienić..... i tak jestem skreślony, a moje życie również!

 

     Jednak to nie ode mnie zależało abym zmieniał swoje życie, wystarczyło abym się tylko otworzył. Abym przebaczył w głębi duszy za wszelkie krzywdy jakie zostały mi wyrządzone oraz zarazem jakie sam innym wyrządzałem w sposób świadomy lub też nie. I tak właśnie stało się w sobotę, to sam Pan Jezus otworzył wręcz na oścież moje serce, moją dusze i szczerze skruszone serce, pragnące tak bardzo Jego miłości i miłosierdzia jakiego byłem stęskniony (ja mu tylko tak po cichu i nieśmiało uchyliłem drzwiczki do mnie). I ten stan. To jest nie do opisania ten stan jaki osiągnął jak i osiąga mnie do dnia dzisiejszego, a to wszystko zaczęło się podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Jezus mnie objął i otulił mnie całego czułem się przed Nim taki goły i nagi ponieważ wiem iż tylko On widział moje słabości jak i wady. Zajrzał po wszelkie ciemne zakamarki mej duszy i ją wypełnił tym swoim niesamowitym ciepłem, czułem taki zachwyt. Zachwyt nie do opisania, i ta skrucha. Skrucha która była mi potrzebna tak bardzo. Tylko w tych dwóch słowach mogę ten stan opisać: zachwyt i skrucha. To we mnie uderzyło niczym ta opisywana w bajkach, strzała Amora.

 

     Na następny dzień w niedziele podczas mszy świętej i pieśni przywołania Ducha Świętego, poczułem identycznie to samo co też w sobotę podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Poczułem jakbym dostał ze wszelkich możliwych stron miłość. Duch Święty mnie wypełnił, nasycił. Dał mi spokój mego istnienia tu i teraz. Otworzył mi oczy na wszystko co mnie otacza. Nagle świat stał się w swych kolorach taki jakby bardziej intensywniejszy. Prosiłem go o wiele spraw, jakie w mym życiu są trudne. Prosiłem o to, abym zrozumiał bardziej mojego chorego tatę. I tak właśnie się też stało.. Po kilku dniach mój tata trafił do szpitala trafiło to we mnie niczym grom z jasnego nieba. Ale właśnie dzięki temu teraz jestem w stanie rozumieć jego, rozumieć jego chorobę. Rozumieć lepiej niż wcześniej i lepiej niż kiedykolwiek. Widocznie nie było innego sposobu aby Duch Święty mnie wysłuchał, on mnie wysłuchał i właśnie w taki sposób tą prawdę mi przedstawił. Poprzez cierpienie, jakie jest nieodłącznym elementem naszego życia. I choćby ktoś miał mi teraz powiedzieć, abym oddał ten mój krzyż, te moje cierpienia komukolwiek to nie oddałbym. Bo gdy oddajemy nasz własny krzyż, nasze własne cierpienia poprzez odsuwanie się od tego (ucieczkę) to z czasem będzie on coraz większy, a i tak będziemy musieli stawić mu czoła. Tak bynajmniej znam z mojej własnej autopsji.

 

     I na koniec chciałbym dodać, że po kursie nowe życie czuje się jako jeden z wo­jow­ni­ków Bo­ga. Pragnę wszystko ofiarowywać mojemu Panu. Moje radości i moje smutki, bo cier­pienie naprowadza nas samych jak i in­nych na właściwą drogę - drogę nawróce­nia. Teraz nie jest dla mnie istotnym to, czy ludzie mnie zniena­widzą czy też wyśmieją. Je­zus jest ze mną. Już nie boję się o żaden z upa­dających dni. Bo mój Pan jest ze mną..

 

  

 

Karolina

Czas trudny, ale owocny i dający dużo do myślenia. Ale zacznę od początku. Nie chciałam być na tym kursie. Od paru tygodni w tym czasie miałam zaplanowany dla mnie bardzo ważny wyjazd. Jednak Pan pokierował inaczej. Trochę za namową Ks. Karola i s. Ewy ( za co ogromnie Im dziękuje) zapisałam się na Kurs Nowe Życie, apropo mają niezły dar przekonywania  i tak trafiłam na początku cieszyłam się ze spotkania z bliskimi mi osobami, jednak realizowanie planu kursu nie było mi w głowie.. Właściwie to już na początku miałam dosyć. I właśnie wtedy kiedy zwątpiłam w działanie Pana Boga we mnie, że On może jeszcze coś we mnie zmienić przemienić , albo dać mi Nowe Życie On przyszedł do mnie z ogromnym Błogosławieństwem. Myśl by uciec towarzyszyła mi do soboty. Tylko tak trochę głupio mi było. I właśnie w sobotę dużo się zmieniło podczas Adoracji Najświętszego Sakramentu oddałam Panu to wszystko co przeszkadzało mi uczestniczyć w pełni w tym kursie. To, że ja nie potrafiłam się otworzyć w pełni na działanie Ducha Świętego we mnie nie czując Jego obecności ( choć to nie o czucie chodzi) treści przekazywane do mnie nie docierały. I poprosiłam Jezusa, aby zaczął we mnie działać jeśli taka jest Jego wola, że ja sama nic z siebie uczynić nie mogę w między czasie  obserwowałam innych ludzi i kiedy tak na nich patrzyłam to trochę z taką zazdrością, że Oni tak doświadczają Miłości Miłosiernej, a ja nic. Było w nich widać takie ewidentne działanie Pana Boga zaobserwowałam te uśmiechy na twarzy, łzy szczęścia, śmiech radość promieniująca z ich serca ewidentne działanie Pana Boga w tych ludziach. Było widać, ze Bóg działa obdarowuje hojnie swoimi łaskami. A ja dalej uczestniczę tylko ciałem, a nie duchem. Było mi trochę smutno, ale zarazem cieszyłam się, ze Oni tego doświadczają i modliłam się za nich.  Ale Pan nie zostawił mnie samej bez pocieszenia przyszedł do mnie ze swoim słowem „ Prawego Bóg nie odrzuci, złego nie wzmocni ramieniem. Napełni twe usta radością, a wargi okrzykiem wesela.” ( Hi 8, 20-21 ) Zrozumiałam to On chcę, abym tu była. Jego wolą jest bym trwała w tym miejscu, pomimo trudności, rozdrażnienia i niechęci. Zarazem dotarła do mnie troska i miłość Pana do mnie. Jego wola jest troską to przecież On wie co najlepsze. Postanowiłam zostać i przyjąć wszystko  to co przygotował mi Pan Bóg, ale nigdy bym nie pomyślała, że aż takie piękne niespodzianki dla mnie przygotował.
W czasie tych rekolekcji dotarło do mnie , jak bardzo ON mnie kocha, jak bardzo mnie umiłował. Jeszcze zanim przyszłam na ten świat, On już mnie zaplanował…On wie o mnie wszystko, zna moje słabości. ON MNIE KOCHA. Zawsze czekałam na jakiś wielki cud, objawienia Jego Miłości, a zrozumiałam że ta Miłość przejawia sie w małych rzeczach. Trzeba tylko umieć ją dostrzegać. Dzięki Duchowi Świętemu, który otworzył moje oczy, moje serce, udało mi sie  w końcu to zrozumieć. On mnie umiłował i ma dla mnie lepszy plan niż ja sama. Muszę Mu tylko bardziej zaufać. Nie tylko mnie, ale Was także. Zatrzymajmy się na moment. Znajdźmy chwile na Adorację. Potraktujmy Jezusa, jak kogoś, kto zna się na życiu lepiej niż my, jak specjalistę ds. życia, bo w końcu On już to przeżył. On przeżył wszystko, dlatego rozumie mnie, ciebie, każdego z nas tak dobrze. Dlatego zna nasz ból, nasze problemy…Jezus już zwyciężył; pokonał śmierć, bez względu na to, ilu ludzi w Niego wierzy, ilu ludzi przychodzi do Kościoła. Jesteśmy Mu potrzebni, bo „jesteśmy narzędziami w rękach Pana”, a Bóg do drugiego człowieka przemawia nawet przez różnych ludzi różne czasem śmieszne sytuacje, i do mnie przemówił właśnie podczas tych Rekolekcji. I od ciebie zależy, czy odpowiesz na Jego wołanie. A ja powiem, że warto powiedzieć „tak”. W czasie tego kursu w sposób namacalny doświadczyłam, że Bóg przebywa w moim sercu, żyje we mnie i moimi sprawami. Jeżeli pragniemy być dobrymi ludźmi, to jest tak, jakbyśmy to nie my żyli, ale sam Bóg w nas. Więc nasze cierpienia, niepowodzenia  przeżywa, znosi sam Bóg, skoro wypełnia nas. /Och, jak brakuje mi słów, by to ująć, nazwać ten stan rzeczy. Mój umysł nie nadąża za lotnością duszy/. Skoro Bóg chce znosić moje cierpienia, dlaczego ja mam się opierać. A wiedzę tę mam z Jego woli i mojej dociekliwości. Pytam Go o wszystko, to najlepszy nauczyciel. A i uczę się, aby pozwolić Mu odpowiedzieć, kiedy On sam zechce.
Na tych rekolekcjach miałam okazję poczuć się jak, ukochane dziecko BOGA mogę korzystać z darów, które On sam mi bezinteresownie dał. I wydarzyła się rzecz niezwykła podczas modlitwy Uwielbienia ja często narzekałam, że po paru minutach takiej modlitwy brakuje mi już słów, aby Uwielbiać Jezusa i ostatniego dnia kursu mieliśmy modlitwę o wylanie Darów Ducha Świętego i kiedy modliłam się tą formą modlitwy poczułam w sobie działanie Ducha Św. Jak mnie unosi się ku górze tak, że rozwiązał się mój język, że moje usta zaczęły modlić się językami. Nie mogłam uwierzyć w to co się ze mną dzieję, Duch Św. pragnie nam dawać z nadmiaru swego Miłosierdzia, zawsze więcej, niż mniej. Doświadczyłam ,że prosić należy zawsze w swoich potrzebach. Nigdy nie jest się za życia dość świętym. A tak bardzo chciałabym być podobna do mojego ukochanego Taty w niebie, podobna jak najbardziej… W czasie tego kursu zmieniłam swoje myśle nie, że Bóg nie istnieje tylko dla księży i zakonnic. Na to zamknął się w metalowej skrzyni /taber …coś tam, trudno mi nawet wymówić/, by być w świecie. Na to malują Go z sercem na wierzchu, by nikt nie mówił, że jest bez serca. I na to rzeźbią Go w pasyjce /Pan Jezus Ukrzyżowany/, żeby nie było żadnego nieszczęścia, z którym by nie można do Niego przyjść i uklęknąć. To były dni, że tylko do Ukrzyżowanego byłam w stanie mówić, a Majestat Jego onieśmielał mnie, odrzucał, zniechęcał. Nie ma większego udręczenia niż to, co przechodził Bóg w swojej męce i śmierci. Patrząc na Niego, pytałam: „Czy jest boleść, jako boleść Twoja?” Tak wiele dobrego wydarzyło się w mojej duszy, podczas tych rekolekcji, że nie sposób tego ująć w słowa. Oj jakże niewyobrażalnie hojny jest Pan w łaskach, gdy człowiek choć trochę zaufa i zrobi ten pierwszy krok w Jego stronę… Z każdą upływająca minutą czułam jak dobry Bóg za lewa moją duszę swoim pokojem i przeogromną radością. Za to wszystko chwała Panu!!! Niech jego Imię będzie uwielbione!:-)

Lila

ON WIEDZIAŁ CZEGO MI  BYŁO POTRZEBA – UWOLNIONA OD PALENIA PAPIEROSÓW

 

„Pan Bóg najlepiej wie czego nam potrzeba”  to zdanie brzmi prawie jak slogan, powtarzany  przy różnych okazjach, aby podkreślić ludziom, że Bóg naprawdę nas zna, że widzi nasze potrzeby, troski, braki.  Często można to usłyszeć na rekolekcjach, podczas modlitw o uzdrowienie, uwolnienie czy podczas modlitwy o wylanie darów Ducha Świętego.  Więc nie ma o co się martwić, PRZECIEŻ ON WIE….  Rok temu, doświadczyłam  można powiedzieć na własnej skórze, że ON NAPRAWDĘ WIE CZEGO MI POTRZEBA…

 

Mija rok od mojego udziału w Kursie Filipa ( aktualnie w metodologii SNE kurs ten ma nazwę Nowe Życie) podczas tamtego weekendu Pan Bóg bardzo działał w moim życiu na różnych płaszczyznach, dotykał różnych sfer mojej codzienności.  Kulminacyjnym momentem każdych tego typu rekolekcji jest czas modlitwy o wylanie Ducha Świętego.  Jest to taka chwila, gdzie każdy pragnie otworzyć swoje serce na działanie Boga w Duchu Świętym. Często jest tak, że w sercach ludzkich pojawiają się także jakieś pragnienia, czy to pragnienie uzdrowienia, uwolnienia, a przede wszystkim pragnienie doświadczenia żywego Boga.  W moim przypadku było podobnie. Tuż przed modlitwą prosiłam Boga, aby pozwolił mi się otworzyć na pełnię darów Ducha Świętego, na charyzmaty, na doświadczanie Jego Miłości, i przede wszystkim prosiłam o Jego Miłość,  bo tego w tamtym czasie brakowało mi najbardziej.

Pan Bóg przepełnił mnie sobą, swoją Miłością, aż  się przelewało wręcz. Bóg był niesamowicie hojny tamtego wieczoru. Ale to nie był jeszcze koniec  Bożych niespodzianek dla mnie. Największy Jego prezent ujawnił się tuż po wyjściu z oratorium, gdy odruchowo sięgnęłam do kieszeni po papierosa. Wyciągnęłam jednego z paczki, zapaliłam poczym stwierdziłam, że to jest tak okropne i  podeszłam do pierwszego śmietnika i wyrzuciłam całą paczkę łącznie z niedopałkiem. Wróciłam do domu zdziwiona, że po prostu nie mogę palić!!! A może nie tyle nie mogę, co nie chcę. I pomyśleć, że przez poprzednie dwa dni kursu co chwila  musiałam wyjść zapalić  Następnego dnia poszłam na wydział, spotkałam koleżankę z którą lubiłam wyjść na papierosa miedzy wykładami, stanęłam przy niej i po chwili czułam, że się uduszę od tego dymu!!! Nie mówiąc już o tym  by wziąć papierosa do ust. Przez pierwszy miesiąc nie mogłam uwierzyć, że nie musze palić, że jestem zupełnie od tego wolna, a każdy zapach dymu papierosowego zamiast działać na mnie pobudzająco do zapalenia, zaczął działać tak, jak działa na ludzi nie palących czyli dusząco.

Po kilku latach nałogu oraz  ciągłego zmagania się z rzucaniem, mija rok mojej wolności.  Nawet kiedyś po jednej z prób rzucenia powiedziałam żartobliwie: „ jeżeli sam Pan Bóg nie zrobi czegoś i mnie nie zniechęci do palenia to ja sama tego w życiu nie rzucę”. No, i jak widać mój żart został potraktowany poważnie.

Tak działa Duch Święty, tak działa Pan Bóg. Daje nam to, czego najbardziej potrzebujemy, nawet jeżeli nie do końca o to prosimy. Duch Święty pragnie działać we wszystkich płaszczyznach naszego życia. Dla Niego nie ma nic nie możliwego i nie ważne czy umiemy prosić, ale czy pragniemy się na Niego otwierać.  Wystarczy się otworzyć, a On już będzie wiedział co robić,  bo przecież ON WIE CZEGO NAM POTRZEBA…..

 

        Świadectwa - kurs Nowe Życie 24-26 lutego 2012      

a.
To spotkanie (kurs Nowe Życie przyp. admin.) było alternatywą dla wielu form studiowania wiary, skłaniało do intensywnego słuchania i wyciągania wniosków, nie zamykało się w myśleniu zero-jedynkowym. Myślę, że być może z założenia uczestnicy po zakończeniu kursu powinni być przekonani o tym, że Bóg nad nimi czuwa, towarzyszy każdego dnia a modlitwa ma sens i moc sprawczą. Ja jestem. Dla mnie sam początek spotkania był zapowiedzią czegoś sensownego i wartego uwagi.
Czuje się jak swego czasu po dobrym wykładzie, wzruszona intelektualnie ale też wzruszona dosłownie. Był taki moment, kiedy człowiek był sam ze sobą, w klimaturze spokoju, może nawet świętego spokoju, w momencie tak osobistym, jakimś intymnym, że pod wpływem emocji zaczynał po prostu płakać. Gdyby o tym samym myślało się na skrzyżowaniu, to można ostatecznie zatrzymać się w połowie pasów na czerwonym… Jakaś presja miejsca, presja tematu, klimatu pozwoliła mnie samej dokopać się do momentu, kiedy przestawało być fajnie. Może właśnie na tym polegała istota tego kursu – taki portret psychologiczny samego siebie, przegadanie z Bogiem problemów rozmytych w codzienności.
Wartościowe prelekcje zapewne teologów, którzy otwartym i prostym językiem opowiadali o kwestiach, na których trzeba się skupić określając siebie jako „wierzącego”. Myślę też, że będę pamiętała wydawałoby się przedszkolną historię o człowieku zamierzającym przejść po linie z taczką bo to trafna metafora relacji: moja wiara w teorii – moja wiara w praktyce.
To spotkanie jest potwierdzeniem tego, że wiara to nie obciach, to nie antymoda czy patetyczne wynurzenia o wirtualnym świecie. Na takich spotkaniach gromadzą się ludzie róznych metryk, profesji, doświadczeń, stylów życia dowodząc tym samym uniwersalnej potrzeby zgłębiania wiary.
Czasami warto się zatrzymać i zapytać siebie, o co mi właściwie w tej wierze chodzi? I chyba najważniejsze – sfera duchowa wartościuje człowieka, dlatego jest tak istotna i dlatego należy o tym rozmawiać.
Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie: czy mam Nowe Życie – nie mam, nie potrzebowałam go, nie mam bo moje stare-obecne nie jest życiem bez wiary w ogóle. Było zakurzone, z perspektywy – przytłoczone innymi sprawami. Mam za to odświeżony światopogląd, jakościowo lepszy, pewne przemyślenia, wnioski i założenie praktycznego ich wykorzystania.
W moim odczuciu jest to interesująca propozycja Kościoła o tym jak nie ulec pokusie chodzenia w życiu na skróty, jak wierzyć w chwilach zwątpienia i jak wytrwać, jak nie „mieć” tylko „być”…
Wiary(godny) PR wiary.

Dziękuję !

Początek strony